Pulsujący ból głowy, rozrywający każdy nerw jej ciała, przywrócił ją do świadomości. Z trudem uniosła ciężkie od bólu powieki i pomrugała nimi kilka razy, chcąc przyzwyczaić wzrok do ciemności. Podnosząc ciało do pozycji siedzącej, Wstałam z miękkiego łóżka które się delikatnie ugięło pod czas wstawania . Założyłam mięciutkie kapcie stojące koło łóżka i poszłam do kuchni . Otwierając szafkę znalazłam tabletki na ból głowy . Bolała mnie tak jak bym miała kaca a przecież wczoraj nic nie piłam . Myślałam że , zaraz oszaleje .Nalałam sobie do szklanki wody i wzięłam jedną tabletkę popijając wodą . Po kilku minutach czułam że , ból zaczyna się zmniejszać i ustępować .Zastanawiałam się co ja dzisiaj mam robić miałam wolne , Jacek też . Może wyjdziemy na jakiś spacer albo pójdziemy do Emilki i Krzysia .
Przewróciłem się chcą przytulić brunetkę do siebie lecz chcąc chwycić ją ręką zobaczyłem puste miejsce i już zimne co oznaczało że dość dawno temu wstała, Jak zwykle pomyślałem zastanawiałem się czemu ona tak wcześnie wstaje w nocy nie śpi . Wstałem poszedłem do kuchni zobaczyłem Olę w takiej pozycji co zwykle gdy wcześniej wstaje czyli zapatrzoną w jakąś obraz przestrzeń za oknem . Podszedłem do niej objął ją w tali . Poczułem że , jej ciało drży .
- Wcześnie dziś wstałaś a przecież mamy wolne - stwierdziłem i przywitałem się małym pocałunkiem na szyi brunetki
- Nie mogłam spać głowa mnie bolała - dostrzegłem opakowanie otwarte od tabletek przeciw bólowych na blacie kuchennym .
- A co byś chciała dobrego na śniadanie na poprawę humoru ?- zapytałem chociaż wiedziałem że dobrym składnikiem na poprawę humoru jest czekolada .
- Coś dobrego . - Naleśniki z czekoladą ?
- O i to jest dobra myśl - uśmiechnęła się do mnie i wiedziałem że , trafiłem w dziesiątkę z dzisiejszym śniadaniem
Ja przygotowałem naleśniki a Ola się ubierała . Gdy ktoś zaczął się dobijać do drzwi . Był bardzo nerwowy i chaotyczny .Jak by mu bardzo się spieszyło albo zależało na czasie .
- Ola otworzysz ! - krzyknąłem z kuchni żeby nie przerywać sobie dalszych przygotowań do śniadania .
Poszłam otworzyć drzwi . A w drzwiach zobaczyłam zdenerwowanego Krzyśka.
- Cześć M-mogę - powiedział zdenerwowany plątając się w słownictwie nigdy nie widziałam tak go zdenerwowanego .
- Jasne . Mów co się stało - zapytałam wyrażnie przejęta stanem kolegi . I ciekawa co go wyprowadziło z równowagi
Weszliśmy do kuchni usiedliśmy przy stole
- To mów co się stało - powiedziałam chcąc zacząć rozmowę
- Chodzi o Emilkę . Porwali ją , Pokazał nam kawałek kartki która dostał od porywaczy . Nie przebrali w słowa była napisane dosadnym jasnym i wyrażnym językiem .
***
Prostując sylwetkę, przywarła mocniej do elewacji i przeczesała palcami włosy, niedbale opadające na ledwo zakryte swetrem ramiona. Z przerażeniem pokręciła głową. Ciemna przestrzeń niebezpiecznie wirowała przed oczami, wyzwalając w niej niemożliwe do opisania uczucie lęku. Będąc jeszcze nieco osowiałą, intensywnie próbowała złożyć w całość ostatnie wydarzenia, jakie miały odwagę zamącić jej spokojne od niedawna życie. Urywki wspomnień, próbujące wydostać się na powierzchnię świadomości, ginęły gdzieś w czarnej otchłani pamięci. Przeskakujące obrazy mieniły się ostrymi kolorami, uniemożliwiając zidentyfikowanie któregokolwiek z nich. - Halo! - krzyknęła niepewnie, wciąż rozglądając się. - Jest tu ktoś?! Halooo!
- Nareszcie. - W tym samym momencie do pomieszczenia wszedł mężczyzna w kominiarce na twarzy. Wykonała gwałtowny unik, słysząc jak uchylają się drzwi i mrużąc oczy, spojrzała w jego kierunku. Świecił latarką wprost na nią, skutecznie ją oślepiając i uniemożliwiając zobaczenie czegokolwiek. - Już myślałem, że siłą będę musiał Cię wybudzać.
- Gdzie ja jestem? - spytała, a gdy nie odpowiedział, powtórzyła nerwowo, podnosząc ton. - Gdzie ja jestem?!
- Spokojnie nie pyskuj tak bo na dobre ci nie wyjdzie . powiedział stawiajac szklankę z wodą koło nóg i emilki i wyszedł
. Westchnęła ciężko. Pragnęła, żeby to wszystko okazało się sennym koszmarem…
Czas ciągnął się bardzo długo . Po kilku godzinach podniosłam swoje obolałe ciało po kilu wizytach zostalo mi kilka siniaków i zadrapań . Po raz kolejny otworzyły się drzwi .
– Siedzę tu już od jakiegoś czasu w takim stroju, a nie wiem czy zauważyłeś, jest cholernie zimno. Dłużej nie wytrzymam.
- Wytrzymasz, wytrzymasz. – mężczyzna przetarł dłonie .
- Wiesz ile razy o tobie myślałem - powiedział Kamil z uśmiechem nie pamiętasz mnie Z Wadlewa ?
Wspólne chwilę . Tęskniłem . Kamil zjechał dłonią z brzucha na jej biodro, a następnie położył dłoń na udzie kobiety i energicznie podnosząc nogę, zarzucił ją na swoim biodrze.
- Puszczaj!
- Nie mów, że ci się to nie podoba… - W sekundzie chwycił ją zza nadgarstki i przyparł do ściany. Gdy zaczeła się szarpać aby wydostać się od męzczyzny dostała w twarz.
****
Mijały godziny a im nadal nie udało sie ustalić gdzie jest kobieta.
- Boje że jej się coś stanie '
- Nic jej nie bedzie zobaczysz znajdziemy ją i będzie wszystko dobrze - ola próbowała pocieszyć Krzyśka . Sama wtulając się Jacka .
****
- Jesteś pieprzonym dupkiem. - stwierdziła, podchodząc do niego i wbiła mu palec wskazujący w klatkę piersiową. - Jesteś oszustem, bandziorem i kłamcą. Manipulantem, który owija sobie ludzi wokół palca, wyraźnie z tego czerpiąc radość! Jeszcze kiedyś byłabym skłonna podziękować ci za to, co mi zrobiłeś. Teraz, tutaj, utwierdzam się w przekonaniu, że spotkanie ciebie było najgorszą rzeczą, jaka mogła mi się w życiu przytrafić.
- Przestań…
- Dlaczego? Co ty sobie myślisz? Mam ci paść w ramiona i dziękować za to, że po raz kolejny mnie oszukałeś? Wykorzystałeś moje zaufanie i tak po prostu zostawiłeś! Zrobiłeś ze mnie idiotkę, która znowu niczego nieświadoma zaufała bandziorowi.
***
- Właśnie dostałem telefon mamy to namierzyliśmy gdzie Emilka to stara fabryka pod wrocławiem - powiedział jacek
- To szybko jedziemy !
****
Robiło mi się coraz zimniej zrezygnowana osunełam się po ścianie i zasnełam zmęczona i zmarznięta . ****\
Dojechaliśmy 15 minut póżniej weszliśmy do fabryki
-A ni kroku dalej ! - powiedział mężczyzna . Powiedziałem stój ! wystrzelił ostrzegawczo pistoletem Podszedł na tyle blisko zeby mogł mu ten pistolet wytracić i obezwładnić i poszedł do emilki byla nie przytomna i wyziebiona ,
W szpitalu
- .Pani Emilka miała dużo szczęscia bo jeszcze trochę a nie udało by się nam jej uratować . Bo miała stan hipoterimi jej organizm był bardzo wyziebiony .Jest w 3 sali na lewo .
Wszedł już wszystko bedzie dobrze rzekł do emilki - usmiechnela sie blado.
Po 2 tygodniach wyszła ze szpitala
Koniec
Liczę na dlugie komentarze
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
niedziela, 10 kwietnia 2016
Zagadka
Hej jeśli chcecie dzisiaj opowiadanie musicie zgadnąć zagadkę postanowiłam was trochę zmotywować .
W jakim wypadku przy jakiej diagnostyce wykorzystuje się punkcje kręgosłupa . nakłucie płynu rdzeniowo -kręgowego i pobranie próbki . Może wystąpić remisja tej choroby . Czas do 19 30 . Zapraszam !!
W jakim wypadku przy jakiej diagnostyce wykorzystuje się punkcje kręgosłupa . nakłucie płynu rdzeniowo -kręgowego i pobranie próbki . Może wystąpić remisja tej choroby . Czas do 19 30 . Zapraszam !!
wtorek, 5 kwietnia 2016
Miniaturka cz.2
Obudziłam się rano jacka już nie było pomyślałam jasne zabawił się mną i wrócił do tej swojej dziewczyny co ja sobie myślałam że , on zostawi swoją dziewczynę dla mnie naiwna jestem . Pewnie dla niego to był jednorazowy nic nieznaczący numerek . Rozejrzałam się po pokoju nie było żadnych rzeczy które by świadczyły o jakiej kolwiek obecności drugiej osoby. Zrezygnowana i oszukana tym co zrobił Jacek udałam się kuchni żeby zrobić sobie kawę a potem wziąć długi prysznic Gdy siedzi z kubkiem gorącej kawy . Wtedy słyszę szczęk zamków i widzę w nich jacka uśmiechniętego jak się nic nie stało z jakąś siatką .
- O Ola wstałaś już - stwierdził to z takim zadowoleniem
- A ty nie powinieneś być w swojej dziewczyny . Było się fajnie zabawić podobało ci się ta zabawa lubić tak krzywdzić ludzi i ich zostawiać .- zapytała mnie a jej ton głosu był lodowaty bez żadnych emocji ale ja naprawdę nie wiedziałam o co jej może chodzić .
- Ola a o co ci chodzi - zapytałem zdezorientowany nagłym przypływem złości i oskarżeń wobec mnie . Ja miał bym ją zostawić .? Ona nie jest kobietą na jedną noc .
- Nie udawaj głupszego nic jesteś -powiedziała omijając mnie .
- Ola ja z nią już nie jestem zerwałem z nią bo zrozumiałem że to nie ona jest moim życiem tylko ty . -Nie dotykaj mnie - wyrwała się z mojego uścisku .
-Uwierz mi .- powiedział i przytulił ją mocno a ona wcale nie sprzeczała tylko przytuliła się do niego najmocniej jak u miała .
Następnego dnia
Z przyjemnego snu wyrwał ją hałas .Otworzyła oczy . Trzaskanie drzwiami od szafek i ktoś nerwowo krążył po kuchni . Leniwe wstałam z łóżka i poszłam do kuchni sprawdzić co on tam wyrabia
- Czy ty musisz z samego rana tak hałasować walić tymi drzwiami od szafek i dać człowiekowi pospać ?- zapytałam przecierając oczy wyzbywając się resztek przyjemnego snu który mi towarzyszył przed chwilą za nim zostałam z niego brutalnie wyrwana
Spojrzał na nią nie zadowolonym spojrzeniem miałam wrażenie że, chyba ktoś tu dzisiaj lewą nogą
- Przepraszam chciałem zrobić ci śniadanie ale nic nie mogę znaleść zresztą i tak za dużo w tej lodówce nie masz oprocz kilka lakierów do paznokci , trochę jajek i bagietkę twardą jak kamień .
Podszedł dwa kroki i już był przy niej .
- Nie denerwuj się na mnie wiesz chciałem dobrze ale tak masz wszystko pochowane że , nic mogłem znaleść
- Czyli to moja wina ?- stwierdziła z udawanym obrażeniem - Idę pod prysznic - powiedziała i poszła w stronę łazienki Wpadłem na ciekawy pomysł bo zauważyłem że Ola nie zamknęła drzwi od łazienki .
Weszłam pod prysznic czując jak pierwsze strumienie gorącej wody drażnią moje ciało . Woda wlewała mi się do ust czasem co wydawało się jej nie przeszkadzać ani trochę Zamknęła oczy i pozwoliła by fale gorącej spadały na jej kruche ciało . Przez szum wody głucho odbijającej się wody o spód prysznica , nie usłyszała jak ktoś otworzył drzwi od łazienki . Poczułam zimny chłód na plecach odwróciłam się a naprzeciwko mnie stało Jacek
-Jak tu wszedłeś ?-byłam pewna że zamykałam drzwi raczej tak ale czy to możliwe żeby zapomniała ?
- Przez drzwi nie zamknęłaś . - To możesz wyjść bo ja chce się wykompać .- A razem będzie bardziej ekologicznie i mnie wody z użyjemy .
- Znalazł się ekolog - powiedziała z śmiechem .
- Tak .... ekolog ja dbam o dobro przyrody i twoich rachunków za wodę - powiedział i był coraz bliżej jej ust . Pocałował jej malinowe usta. Woda dalej oblewała ich ciała strumieniami gorącej co potęgowało temperaturę która zdawała być się już dość wysoka . Ich pocałunki stawały się coraz głębsze coraz odważniejsze . Ola postanowiła dać mu w pewien sposób nauczkę za to wtargnięcie i zębami mocniej przycisnęła jego wargę . Jacek odsunął się na chwilę od Oli zaskoczony takim gestem z miejsca przygryzionego sączyły się malutkie kropelki krwi . Zaskoczenie to nie trwało długo bo od powrócił do jej ust . Czuła całując go metaliczny smak krwi z sączącej się ranki na wardze . Pocałunku zmieniły bieg z ust na szyję na lewą tętnicę czuł jej przyspieszone tętno . Nogi się mi uginały myślałam że za chwilę się przewrócę . W tym czasie blondyn wpadł na pomysł malej zemsty może to trochę dziecinne no ale cóż . Jego pocałunki błądziły po całej szyi robiąc subtelne pocałunki i małą niespodziankę w postaci malinki . Byli już u punktu kuliminacyjnego ona zaplotła swoje ręce na karku by jakoś utrzymać się w tej pozycji robiąc czerwone ślady. Zmęczni przytulili się do się a Jacek wyciągnął rękę przy zakręcić wodę .
Osuszyli się ręcznikami i wyszli z łazienki . Ubrali sie
- Jednak ekologia to dobra rzecz - powiedziałam zaczepnie do jacka '
- Tak bardzo dobra - potwierdził
Oboje poszliśmy obejrzeć film . A potem przygotowywać obiad
2. tyg póżniej
Dowiedziałam się że , jestem w ciąży i za 9 mięscy będziemy mieli zdrową córęczkę .Już nic mi do szczęścia nie potrzebne wszystko mam . Kochającego faceta i owoc tej miłość
Koniec
liczę na długie komentarze
- O Ola wstałaś już - stwierdził to z takim zadowoleniem
- A ty nie powinieneś być w swojej dziewczyny . Było się fajnie zabawić podobało ci się ta zabawa lubić tak krzywdzić ludzi i ich zostawiać .- zapytała mnie a jej ton głosu był lodowaty bez żadnych emocji ale ja naprawdę nie wiedziałam o co jej może chodzić .
- Ola a o co ci chodzi - zapytałem zdezorientowany nagłym przypływem złości i oskarżeń wobec mnie . Ja miał bym ją zostawić .? Ona nie jest kobietą na jedną noc .
- Nie udawaj głupszego nic jesteś -powiedziała omijając mnie .
- Ola ja z nią już nie jestem zerwałem z nią bo zrozumiałem że to nie ona jest moim życiem tylko ty . -Nie dotykaj mnie - wyrwała się z mojego uścisku .
-Uwierz mi .- powiedział i przytulił ją mocno a ona wcale nie sprzeczała tylko przytuliła się do niego najmocniej jak u miała .
Następnego dnia
Z przyjemnego snu wyrwał ją hałas .Otworzyła oczy . Trzaskanie drzwiami od szafek i ktoś nerwowo krążył po kuchni . Leniwe wstałam z łóżka i poszłam do kuchni sprawdzić co on tam wyrabia
- Czy ty musisz z samego rana tak hałasować walić tymi drzwiami od szafek i dać człowiekowi pospać ?- zapytałam przecierając oczy wyzbywając się resztek przyjemnego snu który mi towarzyszył przed chwilą za nim zostałam z niego brutalnie wyrwana
Spojrzał na nią nie zadowolonym spojrzeniem miałam wrażenie że, chyba ktoś tu dzisiaj lewą nogą
- Przepraszam chciałem zrobić ci śniadanie ale nic nie mogę znaleść zresztą i tak za dużo w tej lodówce nie masz oprocz kilka lakierów do paznokci , trochę jajek i bagietkę twardą jak kamień .
Podszedł dwa kroki i już był przy niej .
- Nie denerwuj się na mnie wiesz chciałem dobrze ale tak masz wszystko pochowane że , nic mogłem znaleść
- Czyli to moja wina ?- stwierdziła z udawanym obrażeniem - Idę pod prysznic - powiedziała i poszła w stronę łazienki Wpadłem na ciekawy pomysł bo zauważyłem że Ola nie zamknęła drzwi od łazienki .
Weszłam pod prysznic czując jak pierwsze strumienie gorącej wody drażnią moje ciało . Woda wlewała mi się do ust czasem co wydawało się jej nie przeszkadzać ani trochę Zamknęła oczy i pozwoliła by fale gorącej spadały na jej kruche ciało . Przez szum wody głucho odbijającej się wody o spód prysznica , nie usłyszała jak ktoś otworzył drzwi od łazienki . Poczułam zimny chłód na plecach odwróciłam się a naprzeciwko mnie stało Jacek
-Jak tu wszedłeś ?-byłam pewna że zamykałam drzwi raczej tak ale czy to możliwe żeby zapomniała ?
- Przez drzwi nie zamknęłaś . - To możesz wyjść bo ja chce się wykompać .- A razem będzie bardziej ekologicznie i mnie wody z użyjemy .
- Znalazł się ekolog - powiedziała z śmiechem .
- Tak .... ekolog ja dbam o dobro przyrody i twoich rachunków za wodę - powiedział i był coraz bliżej jej ust . Pocałował jej malinowe usta. Woda dalej oblewała ich ciała strumieniami gorącej co potęgowało temperaturę która zdawała być się już dość wysoka . Ich pocałunki stawały się coraz głębsze coraz odważniejsze . Ola postanowiła dać mu w pewien sposób nauczkę za to wtargnięcie i zębami mocniej przycisnęła jego wargę . Jacek odsunął się na chwilę od Oli zaskoczony takim gestem z miejsca przygryzionego sączyły się malutkie kropelki krwi . Zaskoczenie to nie trwało długo bo od powrócił do jej ust . Czuła całując go metaliczny smak krwi z sączącej się ranki na wardze . Pocałunku zmieniły bieg z ust na szyję na lewą tętnicę czuł jej przyspieszone tętno . Nogi się mi uginały myślałam że za chwilę się przewrócę . W tym czasie blondyn wpadł na pomysł malej zemsty może to trochę dziecinne no ale cóż . Jego pocałunki błądziły po całej szyi robiąc subtelne pocałunki i małą niespodziankę w postaci malinki . Byli już u punktu kuliminacyjnego ona zaplotła swoje ręce na karku by jakoś utrzymać się w tej pozycji robiąc czerwone ślady. Zmęczni przytulili się do się a Jacek wyciągnął rękę przy zakręcić wodę .
Osuszyli się ręcznikami i wyszli z łazienki . Ubrali sie
- Jednak ekologia to dobra rzecz - powiedziałam zaczepnie do jacka '
- Tak bardzo dobra - potwierdził
Oboje poszliśmy obejrzeć film . A potem przygotowywać obiad
2. tyg póżniej
Dowiedziałam się że , jestem w ciąży i za 9 mięscy będziemy mieli zdrową córęczkę .Już nic mi do szczęścia nie potrzebne wszystko mam . Kochającego faceta i owoc tej miłość
Koniec
liczę na długie komentarze
piątek, 1 kwietnia 2016
2.17 Niektóre wydarzenia zmieniają bieg życia
Obudziłam się rano nie mogłam spać . Zastanawiałam się nad moim sytuacją jak to się potoczyło jeszcze nie dawno byłam sama a teraz ? Mam faceta i dziecko położyłam dłoń na jeszcze nie widocznym brzuchu . Upiłam łyk ciepłej herbaty . Zastanawiałam się nad słowami Tośka czy zostanę tu na zawsze ? Nie wiedziałam tego . Bardzo się bałam bo dzisiaj miałam rozmawiać z rodzicami nie wiedziałam jak ojciec zareaguje zawsze był nerwowym człowiekiem . Ale w końcu kiedyś musiała bym im powiedzieć zanim jeszcze zacznie brzuch widać . Poczuła jak ktoś ją obejmuje delikatny dotyk . Mężczyzna objął ją w tali i przyciągnął do siebie .
- Cała zmarzłaś- powiedział do kobiety wyczuwając drżenie martwił się o nią nie wiedział co ją martwi a ona mu nie chciała powiedzieć - Powinnaś się teraz o siebie dbać - powiedział z troską w głosie takim delikatnym głosem
- Nie mogę spać , Martwię się tym dzisiejszym spotkaniem wiesz jaki jest mój ojciec -powiedziała z niepokojem w głosie . Chciałem ją pocieszyć ale nie wiedziałem jak .
- Nie martw się na pewno wszystko się dobrze skończy .Emilka nic nie odpowiedziała ale martwiła się tą sytuacja próbowała to ukryć ale ja tyle czasu co z nią spędziłem wiedziałem że coś jest nie tak . Patrzyła się beznamiętnie w deski parkietu położonego w sypialni i bawiła się zamkiem od bluzy Krzyśka .
- Dziękuje - obróciła się do mężczyzny i wtuliła się w jego klatkę piersiową . Nie wiedziałam dlaczego ale w tym miejscu czułam się bezpiecznie . To moja bezpieczna przystań miejsce w którym czułam że , mi nic nie grozi .
- Idziemy na śniadanie coś zjesz muszę teraz o was dbać powiedział do kobiety chwytając ja za rękę zaprowadzając w stronę kuchni .
Kobieta usiadła na krześle patrząc jak mężczyzna wykłada składniki z lodówki na śniadanie . U niej lodówka służyła jako ozdoba bo było w niej tylko światło i kilka lakierów do paznokci .
- Co zjesz ?
- Coś dobrego - uśmiechnęłam się do niego .
- Chcesz żebym poszedł z tobą do twoich rodziców ?- Nie ,trzeba zaprzeczyła ruchem głowy .
Po godzinie gdy była już ubrana i uszykowana wyszła do rodziców
- Krzysiu to ja idę pa - powiedziałam i wyszłam
U OLI I JACKA
Ola przygotowała obiad . Jacek podszedł do Oli i objął ją i zaczął całować po szyi
- Jacek zajęta jestem a po za tym na takie czułości trzeba sobie zasłużyć - powiedziała odsuwając się od niego .
- No co stęskniłem się za tobą - powiedział obracając ją do siebie i zabierając łyżkę z ręki kładąc obok na blat . Pocałował ją najpierw delikatnie potem coraz śmielej ona zarzuciła mu ręce na kark .
Ich emocję kumulowały się coraz bardziej . Jacek zaczął schodzić do guzików czarno-białej koszuli Oli gdy usłyszeli płacz Agatki
- Ma Agatka wyczucie po tatusiu zaśmiała się i poszła do córeczki sprawdzić co się stało
U EMILKI
Weszła do mieszkania .
- Cześć córcia wchodż zaraz będzie obiad - w tym czasie ona się rozebrała i powiesiła kurtkę na wieszaku
- Cześć tato
- Nie wiedziałem że , przyjdziesz - powiedział bez zbędnego entuzjazmu jak by nie chciał żeby Emilka tu przychodziła
- Siadamy do stołu - poinformowała Ewa
Wszyscy zasiedli do stołu i zaczęli jeść obiad przygotowany przez mamę Emilki .W międzyczasie mama Emilki zaczęła rozlewać wino do kieliszków
- Mi nie nalewaj powiedziała -czarnowłosa
Mama spojrzała na nią wzrokiem pytającym
- Wiesz mamo dużo się u mnie ostatnio wydarzyło . Już nie jestem sama .- powiedziała przyciągając tym samym uwagę i ciekawość Ewy .
- A z kim jesteś powiesz mi .- zapytała z nadzieją i z ciekawością że córka powie coś z kim się spotyka
- Z Krzyśkiem - To bardzo dobrze cieszę się to dobry człowiek .
- I jak wam się układa dobrze , nawet bardzo dobrze i będziemy mieli dziecko-powiedziała oczekując z niepokojem
- Emilka w ciąży jesteś z Krzyśkiem - zapytała mama z wyrażnym zdumieniem .Nie dawno Emilka nie miała nikogo a teraz mnie informuje o ciąży
Emilka pokiwała głową potwiedzając pytanie
- Myślałem że jesteś bardziej odpowiedzialna a ty co znasz faceta kilka miesięcy i włazisz mu do łożka jak jakaś puszczalska nastolatka która przy okazji zrobiła sobie dzieciaka . Myślałem że masz więcej godności i wartości . A nie łazić do łóżka z byle kim .
. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę bałam się reakcji ojca ale w życiu bym nie przypuszczała że , on tak się zachowa. Nie mogą dłużej wytrzymać jego obecności ale też nie chciałam żeby widział jak się rozklejam .Wybiegłam z mieszkania .
-Emilka !! - usłyszałam krzyk mamy jak mnie woła ale ja nie chciałam wracać
Szłam do Oli musiałam z kimś pogadać
OLA
Usłyszałam dzwonek do drzwi . Otworzyłam i zobaczyłam zapłakaną Emilke
- Emilcia co się stało ?
- Ja nie wiedziałam że , on tak zareaguje nie nawidzę go - powiedziała mimo że płakała mówiła dość wyrażnie
- Kto ?
- Mój ojciec wyzwał mnie od najgorszych że sypiam z byle kim ..- płakała Wiedziałam że jej ojciec był nerwowy i wybuchowy żeby aż tak.
Emilka wypiła herbatę i odprowadziliśmy ja do domu gdy wracaliśmy zrobiło mi się zimno i przytuliłam się do Jacka
- Zimno ci ? -
- Tak - wuliłam się w niego .I wtedy rozległ się hałas i dżwięk wystrzału pistoletu ..
Cdn ,...
Liczę na długie na komentarze .
poniedziałek, 28 marca 2016
Wielkanocna miniaturka
Z okazji świat wielkanocnych . postanowiłam napisać miniaturkę . Taki prezent na zajączka .
Gdy nadejdzie Wielkanocny poranek
Niech spełnią się życzenia tęczowych pisanek..
.
Mazurków kajmakowych, bazi srebrzystych,
Bogatego zająca i kurczaczków puszystych.
Świątecznego nastroju, biesiady obfitej,
Lukrowego baranka, a w dyngusa - głowy wodą zmytej!
W Wrocławiu mieszkała jedna brunetka o imieniu Ola zawsze się zastanawiała dlaczego jej życie nie potoczyło się inaczej. Lepiej . Tylko świat sobie ją wybrał na ofiarę losu . Jedyną miłość jaką zaznała w życiu była miłość Mamy i Taty . Chociaż nawet nią nie mogła się zbyt długo cieszyć bo przecież każde szczęście u mnie ma ograniczony limit czasowy po którym pryska jak mydlana bańka która nigdy nie istniała. Mamę straciła w wieku 10 lat przez chorobę wtedy myślała że , mama jest chora i wyzdrowieje nie zdawała sobie sprawę że , ona odejdzie i już jej nigdy nie zobaczy . Jej uśmiechu , ciepłych słów w ciężkie dni i żeby była . Gdy była mniejsza lubiła siadać z mamą i rozmawiać przy kubku gorącej czekolady .Wtedy jeszcze nie wiedziała co ma nadejść . Mijały dni Asia mamy Oli była coraz słabsza . W końcu nadszedł dzień który zmienił całe jej życie .
Poszłam do pokoju zobaczyć jak mamusia się czuje może jak dam jej swojego misia się lepiej poczuje mi zawsze pomagał . Mała Oleńka szła w stronę pokoju mamy tuląc swojego misia . Drzwi była otwarte weszła do pokoju jej mama leżała na łóżku . Mała wspięła się na łóżko Joasi . -Mamo masz mojego misia może pomoże ci wyzdrowieć . Jednak Joanna już nie żyła. Mamo słyszysz mnie obudż się Mamo ! -krzyczała mała dziewczynka wystraszona siedząc na łóżku swojej mamy nie wiedząc co się dzieje . Rozległ się głośny płacz . Wysocki wystraszony tym co się dzieje szybko wstał wywalając je z głośnym hukiem na ziemie . Poszedł do pokoju i zobaczył wystraszoną zapłakaną swoją córeczkę .
- Oleńko skarbie co się stało - Mama się nie chce obudzić chciałam ją przytulić ale jest zimna i się nie rusza - mówiła chlipiąc .Wojciech wiedział co się już stało
- Olu...
Wtedy nagle się obudziła wyrwana z snu nie mogła opanować emocji zaciskała kurczowo dłonie na przedramionach w niektórych miejscach pojawiały się czerwone ślady albo nerwowo się drapała . Nie wiadomo dla czego jak by chciała to wszystko zdrapać całą jej przeszłość zostawić tylko to co dobre . Jej spazmatyczny płacz wcale nie ustawał a jej chłopak nie wiedział co zrobić . Marka poznała jak była na studiach polonistycznych. A teraz był tylko on . Tatę mi też zabrali zabili go .
Brunet był zdezorientowany bo nigdy nie widział Oli w takim stanie .
Nie wiedział co robić . Gdy ją on chciał przytulić gwałtownie się odsunęła jak by się czegoś bała lub wystraszyła
- Ola co się stało co ci się śniło ?
- Nie wiem , Nie pamiętam - nie chciała nic mu mówić nie chciała wracać do przeszłości rozgrzebywać stare rany .Chciała żeby, nie bolało .
Kilka lat póżniej
Dziś zaczynam służbę w KMP w Wrocławiu gdzie komendantem jest mój ojciec on nie chciał żebym była w policji . Szłam korytarzem i nagle na kogoś wpadłam wywalając wszystkie dokumenty
Spojrzała na niego był to wysoki blondyn z pięknymi niebieskim oczami . Pierwszy dzień pracy a ja musiałam już na kogoś wpaść
- Przepraszam nic się panu nie stało ?
- Jacek jestem- uśmiechnął się
- Ola jestem dziś pierwszy dzień w pracy .
Wyminęłam go i poszłam do pokoju gdzie miałam poznać swojego partnera .
Wieczór
- Marek musimy pogadać chodzi o to że to nie ma sensu . Od dawna nam się nie układa . Nie ma sensu tego ciągnąć . To koniec
- Ola ... jak tak chcesz - poszedł spakował się i wyszedł z jej mieszkania .
Kilka miesięcy póżniej
Z jackiem znamy się już coraz lepiej byliśmy kilka razy na kawie ale on ma dziewczynę . A ja nie chcę się wtrącać w niczyj związek . Dlaczego ja zawsze sobie wybieram nie odpowiednich facetów .Co ja mam tabliczkę jakąś lubi zajętych i nieodpowiednich .
Próbowałam starałam żeby mnie zauważył ale on mnie nie zauważał traktował jak zwykła koleżankę z pracy a ja chciała bym być kimś więcej dla niego .
Szłam do gabinetu Jacka musiałam coś się jego zapytać weszłam i zobaczyłam jak on całuje się z swoją dziewczyną wyszłam natychmiast.
Wieczór
Dzwonek do drzwi
Zobaczyła jacka chciała zamknąć ale on jej nie pozwolił
- Ola ja chciałem wyjaśnić ci to wszystko
- Ale nie ma co idż sobie
- Ola to wszystko nie tak ja myślałem że tobie nie zależy myślałem że zrezygnowałaś .Nie widziałam miłości u ciebie w twoich pięknych niebieskich oczach . Kocham cię Ola. Pocałował ją a ona nie protestowała ich pocałunku stawały się coraz namiętniejsze zbliżali się do zimnej faktury ściany. Chłód był zbawienne na temperaturę panującą między tą dwójką Serce wyrywało się z jego piersi. Musiał przełknąć kilka razy, by oczyścić gardło. Wyciągnął rękę i z uczuciem przeciągnął palcem po tej ukochanej twarzy. Nie mógł uwierzyć, że można czuć tak wiele do jednej osoby, a ponieważ nie znał innego sposobu by to okazać, nachylił się i pocałował ją.Zbliżali się powoli do momentu gdzie akcja stanie się szybsza pocałunki gorętsze całkowity brak kontroli. Odchyliła głowę na chwilę by złapać oddech za chwilę powróciła znowu do jego ust .więc pocałował ją, przygryzając jej dolną wargę, jej delikatne jęki rozkoszy wibrowały na jego języku. Odchyliła się, starając się znów złapać oddech, a Jacek wykorzystał ten moment, by zacząć rozpinać jej koszulę. Zatrzęsły mu się ręce, gdy rozpinał ostatni guzik i patrzył z nabożnym podziwem, jak jego ukochana wyszarpuje koszulę ze spodni i odrzuca ją za siebie.Dotarł do drzwi, ale tam musiał ją ponownie pocałować.Niezgrabnie uniósł najpierw jedną rękę, potem drugą, by wreszcie zdjąć koszulę przez głowę.Poczuł, jak gryzie go w szyję i syknął, czując ból zmieszany z rozkoszą. Jego cały umysł wypełniały zmysły, którymi odczuwał jej skórę, usta i zęby. Zanim się zorientował dotarli do jej sypialni .Powoli uchyliła powieki. Jej źrenice były niemal całkowicie rozszerzone. Nachylił się i pocałował ją delikatnie, starając się uspokoić swoje bijące szaleńczo serce. Gdy już byli na łóżku Jacek sięgnął po kostki lodu stojące na szafce i wziął dwie kostki usta i zaczął wedrówkę po jej rozgrzanym ciele od szyi dekoltu po brzuch za każdym razem gdy dotykał jej rozgrzane do granic ciało .Występowały przyjemne drgawki a plecy wyginała w łuk .
- Spragniona - zapytał i nabrał w usta szampana całując mnie a kropelki na napoju spływały po mojej szyi
cdn..
Gdy nadejdzie Wielkanocny poranek
Niech spełnią się życzenia tęczowych pisanek..
.
Mazurków kajmakowych, bazi srebrzystych,
Bogatego zająca i kurczaczków puszystych.
Świątecznego nastroju, biesiady obfitej,
Lukrowego baranka, a w dyngusa - głowy wodą zmytej!
W Wrocławiu mieszkała jedna brunetka o imieniu Ola zawsze się zastanawiała dlaczego jej życie nie potoczyło się inaczej. Lepiej . Tylko świat sobie ją wybrał na ofiarę losu . Jedyną miłość jaką zaznała w życiu była miłość Mamy i Taty . Chociaż nawet nią nie mogła się zbyt długo cieszyć bo przecież każde szczęście u mnie ma ograniczony limit czasowy po którym pryska jak mydlana bańka która nigdy nie istniała. Mamę straciła w wieku 10 lat przez chorobę wtedy myślała że , mama jest chora i wyzdrowieje nie zdawała sobie sprawę że , ona odejdzie i już jej nigdy nie zobaczy . Jej uśmiechu , ciepłych słów w ciężkie dni i żeby była . Gdy była mniejsza lubiła siadać z mamą i rozmawiać przy kubku gorącej czekolady .Wtedy jeszcze nie wiedziała co ma nadejść . Mijały dni Asia mamy Oli była coraz słabsza . W końcu nadszedł dzień który zmienił całe jej życie .
Poszłam do pokoju zobaczyć jak mamusia się czuje może jak dam jej swojego misia się lepiej poczuje mi zawsze pomagał . Mała Oleńka szła w stronę pokoju mamy tuląc swojego misia . Drzwi była otwarte weszła do pokoju jej mama leżała na łóżku . Mała wspięła się na łóżko Joasi . -Mamo masz mojego misia może pomoże ci wyzdrowieć . Jednak Joanna już nie żyła. Mamo słyszysz mnie obudż się Mamo ! -krzyczała mała dziewczynka wystraszona siedząc na łóżku swojej mamy nie wiedząc co się dzieje . Rozległ się głośny płacz . Wysocki wystraszony tym co się dzieje szybko wstał wywalając je z głośnym hukiem na ziemie . Poszedł do pokoju i zobaczył wystraszoną zapłakaną swoją córeczkę .
- Oleńko skarbie co się stało - Mama się nie chce obudzić chciałam ją przytulić ale jest zimna i się nie rusza - mówiła chlipiąc .Wojciech wiedział co się już stało
- Olu...
Wtedy nagle się obudziła wyrwana z snu nie mogła opanować emocji zaciskała kurczowo dłonie na przedramionach w niektórych miejscach pojawiały się czerwone ślady albo nerwowo się drapała . Nie wiadomo dla czego jak by chciała to wszystko zdrapać całą jej przeszłość zostawić tylko to co dobre . Jej spazmatyczny płacz wcale nie ustawał a jej chłopak nie wiedział co zrobić . Marka poznała jak była na studiach polonistycznych. A teraz był tylko on . Tatę mi też zabrali zabili go .
Brunet był zdezorientowany bo nigdy nie widział Oli w takim stanie .
Nie wiedział co robić . Gdy ją on chciał przytulić gwałtownie się odsunęła jak by się czegoś bała lub wystraszyła
- Ola co się stało co ci się śniło ?
- Nie wiem , Nie pamiętam - nie chciała nic mu mówić nie chciała wracać do przeszłości rozgrzebywać stare rany .Chciała żeby, nie bolało .
Kilka lat póżniej
Dziś zaczynam służbę w KMP w Wrocławiu gdzie komendantem jest mój ojciec on nie chciał żebym była w policji . Szłam korytarzem i nagle na kogoś wpadłam wywalając wszystkie dokumenty
Spojrzała na niego był to wysoki blondyn z pięknymi niebieskim oczami . Pierwszy dzień pracy a ja musiałam już na kogoś wpaść
- Przepraszam nic się panu nie stało ?
- Jacek jestem- uśmiechnął się
- Ola jestem dziś pierwszy dzień w pracy .
Wyminęłam go i poszłam do pokoju gdzie miałam poznać swojego partnera .
Wieczór
- Marek musimy pogadać chodzi o to że to nie ma sensu . Od dawna nam się nie układa . Nie ma sensu tego ciągnąć . To koniec
- Ola ... jak tak chcesz - poszedł spakował się i wyszedł z jej mieszkania .
Kilka miesięcy póżniej
Z jackiem znamy się już coraz lepiej byliśmy kilka razy na kawie ale on ma dziewczynę . A ja nie chcę się wtrącać w niczyj związek . Dlaczego ja zawsze sobie wybieram nie odpowiednich facetów .Co ja mam tabliczkę jakąś lubi zajętych i nieodpowiednich .
Próbowałam starałam żeby mnie zauważył ale on mnie nie zauważał traktował jak zwykła koleżankę z pracy a ja chciała bym być kimś więcej dla niego .
Szłam do gabinetu Jacka musiałam coś się jego zapytać weszłam i zobaczyłam jak on całuje się z swoją dziewczyną wyszłam natychmiast.
Wieczór
Dzwonek do drzwi
Zobaczyła jacka chciała zamknąć ale on jej nie pozwolił
- Ola ja chciałem wyjaśnić ci to wszystko
- Ale nie ma co idż sobie
- Ola to wszystko nie tak ja myślałem że tobie nie zależy myślałem że zrezygnowałaś .Nie widziałam miłości u ciebie w twoich pięknych niebieskich oczach . Kocham cię Ola. Pocałował ją a ona nie protestowała ich pocałunku stawały się coraz namiętniejsze zbliżali się do zimnej faktury ściany. Chłód był zbawienne na temperaturę panującą między tą dwójką Serce wyrywało się z jego piersi. Musiał przełknąć kilka razy, by oczyścić gardło. Wyciągnął rękę i z uczuciem przeciągnął palcem po tej ukochanej twarzy. Nie mógł uwierzyć, że można czuć tak wiele do jednej osoby, a ponieważ nie znał innego sposobu by to okazać, nachylił się i pocałował ją.Zbliżali się powoli do momentu gdzie akcja stanie się szybsza pocałunki gorętsze całkowity brak kontroli. Odchyliła głowę na chwilę by złapać oddech za chwilę powróciła znowu do jego ust .więc pocałował ją, przygryzając jej dolną wargę, jej delikatne jęki rozkoszy wibrowały na jego języku. Odchyliła się, starając się znów złapać oddech, a Jacek wykorzystał ten moment, by zacząć rozpinać jej koszulę. Zatrzęsły mu się ręce, gdy rozpinał ostatni guzik i patrzył z nabożnym podziwem, jak jego ukochana wyszarpuje koszulę ze spodni i odrzuca ją za siebie.Dotarł do drzwi, ale tam musiał ją ponownie pocałować.Niezgrabnie uniósł najpierw jedną rękę, potem drugą, by wreszcie zdjąć koszulę przez głowę.Poczuł, jak gryzie go w szyję i syknął, czując ból zmieszany z rozkoszą. Jego cały umysł wypełniały zmysły, którymi odczuwał jej skórę, usta i zęby. Zanim się zorientował dotarli do jej sypialni .Powoli uchyliła powieki. Jej źrenice były niemal całkowicie rozszerzone. Nachylił się i pocałował ją delikatnie, starając się uspokoić swoje bijące szaleńczo serce. Gdy już byli na łóżku Jacek sięgnął po kostki lodu stojące na szafce i wziął dwie kostki usta i zaczął wedrówkę po jej rozgrzanym ciele od szyi dekoltu po brzuch za każdym razem gdy dotykał jej rozgrzane do granic ciało .Występowały przyjemne drgawki a plecy wyginała w łuk .
- Spragniona - zapytał i nabrał w usta szampana całując mnie a kropelki na napoju spływały po mojej szyi
cdn..
czwartek, 24 marca 2016
Emilka i Krzysiek
Witam dziś naszła mnie wena i pomysł na napisanie coś o nich a co z Olą na razie potrzymam was w niepewności ale na pewno nie będzie nudno.
Zapraszam do czytania.
Obudziłam się nagle gwałtownie wyrwana z snu . Próbowałam uspokoić oddech a drugą ręką przegarniałam włosy .Leżałam wsłuchując się ciszę panującą i mój równomierny oddech który mi się udało już opanować . Słyszałam też odgłosy budzącego się do życia miasta .Leżałam żeby marzyłam żeby choć jeszcze na chwilę zasnąć i wyłączyć myślenia ale nie w mojej głowie panował chaos i jakiś dziwny uczucie może to był nie pokój ?W końcu po dłuższej chwili nie widziała sensu leżenia już w łóżku wiedziała że już nie pójdzie spać . Spojrzała tylko na zegarek stojący na szafce nie opodal łóżka wskazywał 5:30 wstałam delikatnie z łóżka żeby go nie budzić spojrzałam w stronę Krzysia . Dziś jego syn Tosiek był u mojej mamy to mogłam na noc zostać bo jeszcze nic nikt nie wie o nas i naszym dziecku . Najbardziej chyba bałam się reakcji ojca on miał zawsze taki wybuchowy charakter . Odwróciłam głowę podeszłam do krzesła biorąc bluzę która na nich leżała siadając na kanapie dodatkowo otulając się szarym grubym puchowym kocem patrząc w okno jak coraz jaśniej robiło się .Zastanawiałam się jak ja to powiem mojemu ojcu jak zareaguje na to Tosiek . Nie wiem stąd właśnie u mnie ten nie pokój mimo to że , chciałam być z nim ale bałam się jak inni moi najbliżsi zareagują .
Patrzyłam na łóżko jego nerwowe ruchy mówiły o tym że , budził się ..Ręką nerwowo ruszał szukał drugiej osoby próbował do siebie przyciągnąć Emilkę ale na trafił na puste miejsce obok niego . Otworzył oczy w poszukiwaniu jej i dostrzegł delikatną smugę światła która była widoczna przez nie domknięte drzwi .Podniósł się z łóżka była dopiero 6 :00 a dzisiaj niedziela i mamy wolne zastanawiałem się dlaczego tak wcześnie wstała . Udałem się do salonu .Otwarłem drzwi zobaczyłem Emilkę skuloną w kulkę w kłębek w rogu kanapy w mojej bluzie i przykrytą kocem wpatrywała się w okno prawdo podobnie nawet nie zauważyła że, ktoś wszedł do salonu .
- Co ty spać nie możesz ?- pod wpływem zamyślenia wzdrygnęła się . Spojrzała na bruneta.
- Nie , jakoś tak nie mogę .
- A co się dzieje - zapytałem wiedząc że, coś ją martwi . Co prawda jesteśmy w nowej sytuacji ale to jest raczej powód do radości
- Martwię się co powie mój ojciec co Tosiek powie że , miał ciebie tylko dla siebie a teraz w jego życiu będą 3 osoby a nie jedna . - mówiłam wszystkie swoje wątpliwości patrząc się na niego jak on uważnie mnie słuchał i nie myślałam że , znajdę kiedyś tak dobrego człowieka jak on.
- Nie martw się wszystko będzie dobrze choć do łóżka jeszcze jest wcześnie - przytulił ją i delikatnie pocałował
Poszli razem się położyć do łóżka z powodu bardzo wczesnej pory .
Był poranek za oknem promienie słoneczne wdzierały się do mieszkania udaremniając dalszy sen .
Krzysiek się obudził przecierając oczy żeby pozbyć się resztek przyjemnego snu . Spojrzał na Emilkę ona spała zawinięta w kołdrę .Wstał już miał się ubrać spojrzał na godzinę pora jechać po Tośka .
Ale w połowie drogi przerwał mu dzwonek do drzwi . Otworzył a w drzwiach stała mama Emilki z Tośkiem .
- Dzień dobry ale ja bym przecież po niego przyjechał - powiedziałem .
- Ach nie ma problemu .- powiedziała mama Emilki
Poszliśmy dalej w głąb mieszkaniu a gościom nie uszło uwaga że , Emilka spała w sypialni .
- Tato a czy Emilka będzie już u nas tak zawsze zostawać - zapytał z ciekawością
Zapraszam do komentowania .
Zapraszam do czytania.
Obudziłam się nagle gwałtownie wyrwana z snu . Próbowałam uspokoić oddech a drugą ręką przegarniałam włosy .Leżałam wsłuchując się ciszę panującą i mój równomierny oddech który mi się udało już opanować . Słyszałam też odgłosy budzącego się do życia miasta .Leżałam żeby marzyłam żeby choć jeszcze na chwilę zasnąć i wyłączyć myślenia ale nie w mojej głowie panował chaos i jakiś dziwny uczucie może to był nie pokój ?W końcu po dłuższej chwili nie widziała sensu leżenia już w łóżku wiedziała że już nie pójdzie spać . Spojrzała tylko na zegarek stojący na szafce nie opodal łóżka wskazywał 5:30 wstałam delikatnie z łóżka żeby go nie budzić spojrzałam w stronę Krzysia . Dziś jego syn Tosiek był u mojej mamy to mogłam na noc zostać bo jeszcze nic nikt nie wie o nas i naszym dziecku . Najbardziej chyba bałam się reakcji ojca on miał zawsze taki wybuchowy charakter . Odwróciłam głowę podeszłam do krzesła biorąc bluzę która na nich leżała siadając na kanapie dodatkowo otulając się szarym grubym puchowym kocem patrząc w okno jak coraz jaśniej robiło się .Zastanawiałam się jak ja to powiem mojemu ojcu jak zareaguje na to Tosiek . Nie wiem stąd właśnie u mnie ten nie pokój mimo to że , chciałam być z nim ale bałam się jak inni moi najbliżsi zareagują .
Patrzyłam na łóżko jego nerwowe ruchy mówiły o tym że , budził się ..Ręką nerwowo ruszał szukał drugiej osoby próbował do siebie przyciągnąć Emilkę ale na trafił na puste miejsce obok niego . Otworzył oczy w poszukiwaniu jej i dostrzegł delikatną smugę światła która była widoczna przez nie domknięte drzwi .Podniósł się z łóżka była dopiero 6 :00 a dzisiaj niedziela i mamy wolne zastanawiałem się dlaczego tak wcześnie wstała . Udałem się do salonu .Otwarłem drzwi zobaczyłem Emilkę skuloną w kulkę w kłębek w rogu kanapy w mojej bluzie i przykrytą kocem wpatrywała się w okno prawdo podobnie nawet nie zauważyła że, ktoś wszedł do salonu .
- Co ty spać nie możesz ?- pod wpływem zamyślenia wzdrygnęła się . Spojrzała na bruneta.
- Nie , jakoś tak nie mogę .
- A co się dzieje - zapytałem wiedząc że, coś ją martwi . Co prawda jesteśmy w nowej sytuacji ale to jest raczej powód do radości
- Martwię się co powie mój ojciec co Tosiek powie że , miał ciebie tylko dla siebie a teraz w jego życiu będą 3 osoby a nie jedna . - mówiłam wszystkie swoje wątpliwości patrząc się na niego jak on uważnie mnie słuchał i nie myślałam że , znajdę kiedyś tak dobrego człowieka jak on.
- Nie martw się wszystko będzie dobrze choć do łóżka jeszcze jest wcześnie - przytulił ją i delikatnie pocałował
Poszli razem się położyć do łóżka z powodu bardzo wczesnej pory .
Był poranek za oknem promienie słoneczne wdzierały się do mieszkania udaremniając dalszy sen .
Krzysiek się obudził przecierając oczy żeby pozbyć się resztek przyjemnego snu . Spojrzał na Emilkę ona spała zawinięta w kołdrę .Wstał już miał się ubrać spojrzał na godzinę pora jechać po Tośka .
Ale w połowie drogi przerwał mu dzwonek do drzwi . Otworzył a w drzwiach stała mama Emilki z Tośkiem .
- Dzień dobry ale ja bym przecież po niego przyjechał - powiedziałem .
- Ach nie ma problemu .- powiedziała mama Emilki
Poszliśmy dalej w głąb mieszkaniu a gościom nie uszło uwaga że , Emilka spała w sypialni .
- Tato a czy Emilka będzie już u nas tak zawsze zostawać - zapytał z ciekawością
Zapraszam do komentowania .
sobota, 19 marca 2016
2.15 Wizyta Oli u Beaty Grudy
Byłam już pod blokiem beaty spojrzałam w górę światło w jej mieszkaniu się świeciło oznaczało że , była bo po co miała by dzwonić jak by jej nie było ?
Wysiadłam z samochodu i udałam się górę do beaty była dość roztrzęsiona gdy mówiła przez telefon . Stałam przed jej blokiem po chwili weszłam i zaczęłam wchodzić po schodach na trzecie piętro tam gdzie mieszkała Beata .
Gdy byłam już pod jej drzwiami zapukałam w dębowe drzwi . Po chwili otworzyły się a tam ukazała się kobieta z długimi blond włosami . Nie wyglądała najlepiej rozmazany makijaż podkrążone oczy i czerwone tęczówki najprawdopodobniej od pła czu .
Weszłam na korytarz . Powiesiłam kurtkę i udałam się kuchni .
- Chcesz może wina ?- spytała mnie sama trzymając w ręku kieliszek wina z którego co jakiś czas brała łyki napoju .
- Nie dzięki - odpowiedziałam jej bo nie miałam ochoty dzisiaj na żaden alkohol byłam zmęczona i chciałam być już w domu . Ale to w końcu moja koleżanka z liceum poprosiła to przyjechałam.
- Kawy , herbaty ,wody - zadała mi kolejne pytanie
- Herbaty może mi zrobisz jak chcesz - powiedziałam wtedy chociaż nie wiedziałam że , taki zwykły napój jak herbata może nieść za sobą tyle konsekwencji
Beata poszła do kuchni robić mi herbatę odstawiając przy tym kieliszek z winem trzymanym w ręku na blat kuchenny Nienawidziłam jej zawsze była lepsza ode mnie . W Liceum zawsze była lepsza ode mnie nic robiła i była w centrum zainteresowania
Gdy woda zaczęła się gotować zalałam herbatę dla Oli i dosypałam jej taka fajną pigułkę po której się fajnie zabawimy z moją "przyjaciółką"
- Proszę twoja herbata - podałam jej kubek i od razu wzięłam swój kieliszek z winem ,
Po kilku minutach wypiłam swoją herbatę .
- Wypiłaś widzę za ci smakowała ?- zapytałam i byłam ciekawa po jakim czasie zacznie działać tabletka wrzucona do jej herbaty. Pijąc przy tym wino.
- Tak dzięki .- odpowiedziałam .
- Powiesz mi się co się stało strasznie wyglądasz mogę ci jakoś pomóc - zapytałam z troska
- Ola na to jest chyba kilka lat za póżno - powiedziała do mnie Beata a ja nie rozumiałam o co jej chodzi.
- Co ?
- Kiedy potrzebowałam twojej pomocy ty mnie olałaś nie odbierałaś moich telefonów a ja chciałam się poradzić tobie co mam zrobić gdy byłam w ciąży a ty nie odbierałaś moich telefonów jak byś mnie ingorowała i nie istniała dla ciebie - powiedziała z żałem
- Ale kiedy to było ? Co ty gadasz ? Byłaś w ciąży - powiedziałam zaskoczona
- Był taki parny majowy dzień , takie mocno świecące słońce zaraz po skończeniu liceum. I ty nie odbierałaś moich telefonów i wziełam te tabletki i dostałam krwotoku i nigdy nie będę mogła mieć dzieci - mówiła to w moim kierunku jak by to wszystko była moja wina .
- Beata czekaj... przerwalam czułam jak mi się kręci w głowie . - Ty mi coś dałaś - po czym osunęła się na ziemie nie przytomna .
- Mam nadzieje że , smakowała ci herbata ostatnia w twoim życiu . Po chwili wszedł dobrze zbudowany mężczyzna i zabrał olę w nie wiadomym kierunku...
Cdn ..
Zapraszam do komentowania .
Wysiadłam z samochodu i udałam się górę do beaty była dość roztrzęsiona gdy mówiła przez telefon . Stałam przed jej blokiem po chwili weszłam i zaczęłam wchodzić po schodach na trzecie piętro tam gdzie mieszkała Beata .
Gdy byłam już pod jej drzwiami zapukałam w dębowe drzwi . Po chwili otworzyły się a tam ukazała się kobieta z długimi blond włosami . Nie wyglądała najlepiej rozmazany makijaż podkrążone oczy i czerwone tęczówki najprawdopodobniej od pła czu .
Weszłam na korytarz . Powiesiłam kurtkę i udałam się kuchni .
- Chcesz może wina ?- spytała mnie sama trzymając w ręku kieliszek wina z którego co jakiś czas brała łyki napoju .
- Nie dzięki - odpowiedziałam jej bo nie miałam ochoty dzisiaj na żaden alkohol byłam zmęczona i chciałam być już w domu . Ale to w końcu moja koleżanka z liceum poprosiła to przyjechałam.
- Kawy , herbaty ,wody - zadała mi kolejne pytanie
- Herbaty może mi zrobisz jak chcesz - powiedziałam wtedy chociaż nie wiedziałam że , taki zwykły napój jak herbata może nieść za sobą tyle konsekwencji
Beata poszła do kuchni robić mi herbatę odstawiając przy tym kieliszek z winem trzymanym w ręku na blat kuchenny Nienawidziłam jej zawsze była lepsza ode mnie . W Liceum zawsze była lepsza ode mnie nic robiła i była w centrum zainteresowania
Gdy woda zaczęła się gotować zalałam herbatę dla Oli i dosypałam jej taka fajną pigułkę po której się fajnie zabawimy z moją "przyjaciółką"
- Proszę twoja herbata - podałam jej kubek i od razu wzięłam swój kieliszek z winem ,
Po kilku minutach wypiłam swoją herbatę .
- Wypiłaś widzę za ci smakowała ?- zapytałam i byłam ciekawa po jakim czasie zacznie działać tabletka wrzucona do jej herbaty. Pijąc przy tym wino.
- Tak dzięki .- odpowiedziałam .
- Powiesz mi się co się stało strasznie wyglądasz mogę ci jakoś pomóc - zapytałam z troska
- Ola na to jest chyba kilka lat za póżno - powiedziała do mnie Beata a ja nie rozumiałam o co jej chodzi.
- Co ?
- Kiedy potrzebowałam twojej pomocy ty mnie olałaś nie odbierałaś moich telefonów a ja chciałam się poradzić tobie co mam zrobić gdy byłam w ciąży a ty nie odbierałaś moich telefonów jak byś mnie ingorowała i nie istniała dla ciebie - powiedziała z żałem
- Ale kiedy to było ? Co ty gadasz ? Byłaś w ciąży - powiedziałam zaskoczona
- Był taki parny majowy dzień , takie mocno świecące słońce zaraz po skończeniu liceum. I ty nie odbierałaś moich telefonów i wziełam te tabletki i dostałam krwotoku i nigdy nie będę mogła mieć dzieci - mówiła to w moim kierunku jak by to wszystko była moja wina .
- Beata czekaj... przerwalam czułam jak mi się kręci w głowie . - Ty mi coś dałaś - po czym osunęła się na ziemie nie przytomna .
- Mam nadzieje że , smakowała ci herbata ostatnia w twoim życiu . Po chwili wszedł dobrze zbudowany mężczyzna i zabrał olę w nie wiadomym kierunku...
Cdn ..
Zapraszam do komentowania .
czwartek, 17 marca 2016
Decyzja podjęta
Blog zostaje .
A jak myślicie jak przebiegnie rozmowa oli i mikołaja
M: Sama wiesz że..
O; Że , co ...
Jak myślicie jak przebiegnie ta rozmowa ? Jakie jest wasze zdanie ? Chociaż ja raczej nie spodziewam się zbyt wiele bo raczej ten"czuły gest" emilki i krzysia raczej był bardziej przyjacielski .Liczę na odpowiedzi propozycję ciekawą dyskusję .
A jak myślicie jak przebiegnie rozmowa oli i mikołaja
M: Sama wiesz że..
O; Że , co ...
Jak myślicie jak przebiegnie ta rozmowa ? Jakie jest wasze zdanie ? Chociaż ja raczej nie spodziewam się zbyt wiele bo raczej ten"czuły gest" emilki i krzysia raczej był bardziej przyjacielski .Liczę na odpowiedzi propozycję ciekawą dyskusję .
wtorek, 15 marca 2016
ogłoszenie wyników
Dotarły do mnie 3 opowiadania .
1. Żabka
2 .Alicja, Blogerka 1978
Za wzięcie udziału nagrody !!
Dziękuje
sobota, 12 marca 2016
piątek, 4 marca 2016
Pierwsze szczepienie Agatki i Inne
Obudziłem się Oli już nie było czułem że , zrobiliśmy coś nie odpowiedniego coś co nie miało się prawa zdażyć . Nie
chciałem żeby . to zepsuło naszą przyjażń .
Pod komendą byłem chwilę póżniej .Ola była już gotowa. Wszedłem do pokoju .
- Mikołaj wiesz to co się wczoraj wydarzyło było nie porozumieniem to nie powinno się wydarzyć chciała bym że byś my byli tylko przyjaciółmi - powiedziałam to wszystko na jednym oddechu .
- Wiesz Ola ja też rano myślałem i nie chciałem żeby to zepsuło naszej przyjażni i współpracy .
Po wyjaśnieniu wszystkich spraw udali się na patrol dzień przebiegał spokojnie służbę zakończyli o godzinie 18 . A brunetka pojechała do taty po Agatkę bo dzisiaj mieli pierwsze szczepienie ..
W punkcie szczepień byli 15 minut póżniej .
Z malutką czekaliśmy w poczekalni aż pielegniarka nie zawołała nas .
- Aleksandra Wysocka - powiedziała miła pani w białym fartuchu zaprosiła mnie do pomieszczenia.
Wydawało mi się że się przesłyszałem ale to była prawda ta kobieta wywoła Olę tylko co ona miała by w takim miejscu .
Czekałem chwilę i zobaczyłem jak wychodzi dogoniłem ją
- Ola !! - usłyszałam że , ktoś mnie wolała znałam ten .
- Cześć - powiedziałam . Widzę że , sobie życie ułożyłeś spojrzałam na kobietę która stała obok jacka w zaawansowanej ciąży .
- Nie . to moja siostra ja jej pomagam bo jej narzeczony ją zostawił - spojrzałem na nosidełko które Ola trzymała w ręce .
- Ola to jest moje dziecko ?
- Jacek .. Tak jest ale ja nic nie chce od ciebie. Nie chce ci niszczyć życia .
-Ola mi nie niszczysz odkąd sie rozstaliśmy z nikim nie byłem.
Teraz już wszystko będzie dobrze . te czułości przerwał telefon
- Cześć Beata -
- Chcesz żeby do ciebie przyjechała ? Jasne nie ma sprawy .
- Do zobaczenia .
Jacek to jest Agata . Miałam bym prośbę zajmij się nią ja chciałam bym pojechać do beaty coś nie najlepiej z nią
Brunet zajmował się malutką a Ola była w drodze do Grudy
cdn ,,
zapraszam do komentowania
chciałem żeby . to zepsuło naszą przyjażń .
Pod komendą byłem chwilę póżniej .Ola była już gotowa. Wszedłem do pokoju .
- Mikołaj wiesz to co się wczoraj wydarzyło było nie porozumieniem to nie powinno się wydarzyć chciała bym że byś my byli tylko przyjaciółmi - powiedziałam to wszystko na jednym oddechu .
- Wiesz Ola ja też rano myślałem i nie chciałem żeby to zepsuło naszej przyjażni i współpracy .
Po wyjaśnieniu wszystkich spraw udali się na patrol dzień przebiegał spokojnie służbę zakończyli o godzinie 18 . A brunetka pojechała do taty po Agatkę bo dzisiaj mieli pierwsze szczepienie ..
W punkcie szczepień byli 15 minut póżniej .
Z malutką czekaliśmy w poczekalni aż pielegniarka nie zawołała nas .
- Aleksandra Wysocka - powiedziała miła pani w białym fartuchu zaprosiła mnie do pomieszczenia.
Wydawało mi się że się przesłyszałem ale to była prawda ta kobieta wywoła Olę tylko co ona miała by w takim miejscu .
Czekałem chwilę i zobaczyłem jak wychodzi dogoniłem ją
- Ola !! - usłyszałam że , ktoś mnie wolała znałam ten .
- Cześć - powiedziałam . Widzę że , sobie życie ułożyłeś spojrzałam na kobietę która stała obok jacka w zaawansowanej ciąży .
- Nie . to moja siostra ja jej pomagam bo jej narzeczony ją zostawił - spojrzałem na nosidełko które Ola trzymała w ręce .
- Ola to jest moje dziecko ?
- Jacek .. Tak jest ale ja nic nie chce od ciebie. Nie chce ci niszczyć życia .
-Ola mi nie niszczysz odkąd sie rozstaliśmy z nikim nie byłem.
Teraz już wszystko będzie dobrze . te czułości przerwał telefon
- Cześć Beata -
- Chcesz żeby do ciebie przyjechała ? Jasne nie ma sprawy .
- Do zobaczenia .
Jacek to jest Agata . Miałam bym prośbę zajmij się nią ja chciałam bym pojechać do beaty coś nie najlepiej z nią
Brunet zajmował się malutką a Ola była w drodze do Grudy
cdn ,,
zapraszam do komentowania
Konkurs wyniki .
Witam są wyniki konkursu .Miałam nadzieje że , więcej osób weżmie udział jest mi trochę smutno . Ale mam nadzieje że , więcej osób weżmie udział w głosowaniu . Głosujcie i wybierajcie najlepsze opowiadanie . Głosujcie w komentarzach . Jedna osoba jeden głos
Termin do 11 marca
Serdecznie zapraszam !!
Autor ; Blogerka 1978
Życie to jednak pisze różne scenariusze
~Jacek~
Jak to jest stracić najbliższe osoby? Koszmar, po prostu koszmar. Wiem o tym, bo sam to przeszedłem dwa miesiące temu. Raptem pół roku po ślubie z najcudowniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek znałem, zostałem wdowcem. Dlaczego? Wypadek. Wypadek samochodowy. Ola była w trzydziestym tygodniu ciąży. Oczekiwaliśmy córeczki. Przy jednych badaniach wyszło, że nasze dziecko będzie miało zespół Downa, a przy innych, że urodzi się bez jednej nóżki. Z początku nie mogliśmy się z tym wszystkim pogodzić, ale nigdy nie pomyśleliśmy o aborcji. Uznaliśmy po pewnym czasie, że tak powinno być i że kochamy naszą kruszynkę, bez względu na to, jaka będzie. To w końcu nasze dziecko. Owszem, pojawiły się lęki, co powiedzą znajomi, rodzina, ale gdy oświadczyliśmy to rodzicom usłyszeliśmy, że zawsze możemy na nich liczyć i będą kochać swoją wnuczkę, nie patrząc na to, jaka się urodzi. Nikt nie wspomniał o aborcji. Byliśmy z Olą im bardzo wdzięczni.
Kilka dni później wydarzył się wypadek. Ola wracała wraz ze swoim ojcem z badań kontrolnych. Ja nie mogłem wtedy być z Olą, bo był okres wakacji i część policjantów z naszej komendy, wyjechała z miasta. Nie mogłem więc pozwolić sobie na wolny dzień, żeby pojechać z Olą, dlatego zrobił to mój teściu. Nieobecność komendanta mniej paraliżowała pracę funkcjonariuszy niż nieobecność dyżurnego. I wtedy na służbie dostałem telefon od mojego kumpla z WRD.
***
-Jacek- odezwał się głos w słuchawce- Tutaj Sylwek z drogówki.
-Sylwek? Cześć, co tam u ciebie słychać- zapytałem na luzie, nie wiedząc, co mnie czeka jeszcze. Myślałem, że dzwoni w celach towarzyskich, jednak szybko mnie pozbawił złudnych nadziei.
-Ja nie dzwonię, żeby pogadać, tylko żeby ci coś przekazać. Numery DW 23867 należą do komendanta z miejskiej?
-No tak, to auto mojego teścia, ale czemu pytasz?- powiedziałem dość niepewnie.
-Jakby to…- zaciął się- Wysocki miał wypadek, jadąc z Olą. Oboje ponieśli śmierć na miejscu. Staraliśmy się jeszcze uratować waszą córkę, ale ona też zmarła- oznajmił, a ja usłyszawszy to, rzuciłem telefonem o ścianę. W moim gabinecie zjawiła się Emilka, która akurat przechodziła obok mojego pokoju.
-Jacek, wszystko w porządku?- zapytała. Ja się jeszcze bardziej wściekłem i rozwaliłem wszystkie papiery, leżące na biurku.
-Nic kurwa nie jest w porządku- wrzasnąłem i wyszedłem. Poszedłem się przebrać i wróciłem do domu, rzucając się na tapczan. Ryczałem jak dziecko. Ból był okropny. Straciłem żona, dziecko i teścia. Był to koszmar. Marzyłem, żeby to wszystko okazało się snem, a jednak to była okropna rzeczywistość.
Po kilku godzinach usłyszałem, jak ktoś próbuje się dobić do mojego mieszkania. Nie chciało mi się ruszyć, ale pukanie było co raz to mocniejsze. Wstałem z łóżka niechętnie i poszedłem otworzyć drzwi. Zobaczyłem tam Emilkę. Podobnie jak ja, miała czerwone oczy od płaczu, tylko trochę mniej.
-Cześć- powiedziała smutno- Jak się czujesz?
-A jak ma się czuć człowiek, który stracił rodzinę?!- wrzasnąłem. Byłem zdruzgotany i wściekłem się na nią, chociaż nie była niczemu winna, ale wtedy sądziłem inaczej.
-Ja wiem, że to trudne Jacek, dla mnie to też szok- moja koleżanka próbowała załagodzić, ale ja byłem bardzo zdruzgotany.
-Dla ciebie to szok? Mi się życie wali. Straciłem Olę i dziecko- wykrzyczałem- Wiesz co to znaczy? Nie mam dla kogo już żyć.
-Jacek, nie mów tak. Ola to moja przyjaciółka, myślisz, że mi to nie jest trudno?
-Daj mi spokój, chcę zostać sam. Zrozum to- powiedziałem już spokojniejszy.
-Właściwie to ja tu jestem, bo Sylwester mnie poprosił. Chciał, żebyś przyjechał do prosektorium- oznajmiła mi, a ja zsunąłem się po ścianie.
-Muszę? Nie możesz ty zidentyfikować ciał?- zapytałem z nadzieją, ale Emilia pokręciła przecząco głową.
-Myślisz, że nie chciałam ci oszczędzić tych widoków? Ale trafił się jakiś lekarz, który powiedział, że tylko rodzina i nawet fakt, że Sylwek potwierdzał tożsamość, to on chciał kogoś z rodziny.
-Naprawdę muszę?
-Tak, chodź. Zawiozę cię.
-Dzięki.
Ja się ogarnąłem i pojechaliśmy do szpitala, do prosektorium. Byłem zdruzgotany. Jeszcze jak zobaczyłem Olę na stole, przykrytą płachtą, wpadłem w jakąś furię. Zacząłem szarpać patologa, aż przyszła po mnie ochrona i wyprowadziła mnie siłą z prosektorium. Emilka widząc mój stan, postanowiła zabrać mnie do siebie. Byłem jej naprawdę wdzięczny, że się mną zajęła. Gdyby nie ona, popełniłbym wtedy samobójstwo. Chociaż i tak kilka razy próbowałem to robić, jednak Emilka i matka mnie pilnowały jak niemowlaka. Załatwiły mi nawet terapię. Po pogrzebie Oli, bardzo się zamknąłem w sobie, zrezygnowałem z pracy i nie wychodziłem z domu, chyba że Emilka przyjechała po mnie, żeby zabrać mnie do psychologa.
***
Od czasu wypadku minęło dwa miesiące. Zastanawiam się, jak to możliwe, że kompletnie nie sfiksowałem. Może to zasługa Oli i naszej córeczki? Nie wiem. Właśnie siedzę w kuchni i popijam kawę duszkiem. W drugiej dłoni trzymam zdjęcie mojej Oleńki, której już z nami nie ma. Jest taka szczęśliwa. Na tym zdjęciu jest w piątym miesiącu ciąży. Zrobiłem jej to zdjęcie, gdy byliśmy na spacerze nad Odrą. Już wtedy wiedzieliśmy, że spodziewamy się córeczki i że będzie ona chora oraz niepełnosprawna, ale i tak byliśmy zadowoleni, że doczekamy się potomstwa. Gdy tak przypomniałem sobie spacer, rozpłakałem się. Po jakimś czasie usłyszałem dzwonek, który wyrwał mnie z zamyślenia. Wstałem od stołu, żeby otworzyć drzwi. To była Emilka, która przyjechała po mnie, żeby zabrać mnie na terapię.
-Jesteś gotowy?- zapytała ożywionym głosem. Widać po niej było, że lepiej sobie radzi z tym, że Ola nie żyje, a przynajmniej nie okazywała tak tego. Była jedną z bliższych przyjaciółek mojej żony i ją również dotknęła śmierć Oli, ale nie tak jak mnie. Ona nie próbowała popełnić samobójstwa jak ja. Gdy trafiłem po raz trzeci do szpitala, lekarz już nawet nie spoglądał w papiery, bo było to co zwykle. Poza tym na pogotowie zadzwoniła ta sama osoba co za pierwszym i drugim razem. Emilka. Nie wiem sam czemu, ale nigdy nie odważyłem się wziąć tak dużej ilości tabletek i to na przykład w dzień, kiedy Emilka mnie nie odwiedza. Zawsze udawało się mnie uratować. Zastanawiałem się dlaczego. Jedyny pomysł jaki mi przyszedł do głowy, to to, że Ola z moją córeczką mi nie pozwalają do nich dołączyć.
Po kilkunastu minutach jesteśmy z Emilką pod ośrodkiem, gdzie przyjmuje mój terapeuta. Wysiadam z auta i kieruję się do budynku. Siadam na krześle przed gabinetem i zaraz potem wchodzę do środka. Wita mnie mój terapeuta i przechodzimy do sesji, która jest żmudna, a w żaden sposób mi nie pomaga, gdy gadamy o Oli i dziecku, no i teściu. To jeszcze bardziej przywołuje wspomnienia, niż gdybyśmy w ogóle o nich nie rozmawiali. Chciałem nawet przestać chodzić, ale Emilka z mamą i ojcem mnie zmuszają. Raz gdy Emilka nie mogła mnie zawieźć i miałem pójść sam, skończyło się tym, że nie poszedłem w ogóle i terapeuta zadzwonił do Emilii, a ona przyjechała i zrobiła mi awanturę. Od tej pory pilnowała mnie jak dziecko, które trzeba zawieźć do szkoły na zajęcia.
Terapia skończyła się tak jak zwykle po godzinie gadania. Wyszedłem z niej przybity jak za każdym razem. Emilia mnie zabrała do domu. Po przyjeździe zrobiłem to co zwykle. Wziąłem zdjęcie, na które patrzyłem się rano. Tak mi brakowało w domu Oli. Tego jej uśmiechu, śmiechu, wygłupiania się z nią. Brakowało mi także rozmów z nią. Pamiętam, że wieczór przed wypadkiem dyskutowaliśmy o imieniu. Ja chciałem Kasię, Ola z kolei chciała Anię. W końcu oboje w tym samym momencie powiedzieliśmy Małgosia. Zaczęliśmy się śmiać i oboje się zgodziliśmy na to imię.
Zaczynam sobie wyobrażać jak spacerujemy sobie z naszą córeczką po parku, jak stoimy w kościele przy chrzcielnicy, a mała jest ubrana na biało i ksiądz polewa jej głowę wodą święconą, ale to już się nie wydarzy. Nie ma Oli, nie ma Małgosi, a nawet mojego teścia, który tak się ucieszył na wieść o tym, że zostanie dziadkiem. No ale nie ma ich już i nikt ich nie przywróci do życia. Pora już się z tym pogodzić. Jednak mi nie jest łatwo.
Spoglądam na portret ślubny mój i Oli. Jesteśmy na nim oboje uśmiechnięci. Tak chciałbym teraz ją przytulić, pocałować, spojrzeć w te jej błękitne oczy. Wszystko mi zabrano.
***
Półtora roku później
Zastanawiam się jak śmierć bardzo zbliża ludzi. Od śmierci mojej żony, czas spędzałem głównie z Emilią. To ona była przy mnie w najtrudniejszych momentach mojego życia. W tym okresie była jedyną kobietą w moim życiu, poza moją matką. Pewnego razu Emilia zaproponowała mi wyjazd w góry. Stwierdziła, że muszę udać się na urlop. To był jakiś rok po wypadku. Był to czas, kiedy już zaczynałem godzić się z myślą, że Oli już nie ma. Postanowiłem wrócić do pracy. Nie było to dla mnie zbyt łatwe, bo wszystko mi o niej przypominało, ale wziąłem się w garść. Jakieś dwa miesiące później pojechaliśmy do Zakopanego. Było wtedy niezłe zamieszanie.
***
-Ale przecież rezerwowaliśmy dwa jednoosobowe pokoje- Emilia wydarła się na recepcjonistkę.
-Ale ja mam zapisane, że jeden dwuosobowy- odparła kobieta siedząca za biurkiem- Nie mamy już pojedynczych pokoi.
-Emilia, bierz te klucze i chodźmy- próbowałem ją uspokoić.
-Ale jak ty to sobie wyobrażasz?
-Zobaczymy w pokoju, a na razie chodź. Odpoczniemy po podróży- oznajmiłem. Ona niezadowolona wzięła klucze od kobiety i udaliśmy się do naszego pokoju. Mieliśmy nadzieję, że chociaż łóżka będą dwa oddzielne, ale gdy weszliśmy, ujrzeliśmy jedno duże łoże małżeńskie.
-To co? Ja na podłodze?- zaproponowała Emilia.
-No ty sobie chyba żartujesz. Nie wiem jeszcze, jak będziemy spali, ale może chodźmy się przespacerować?
-W recepcji mówiłeś, że chcesz odpoczywać.
-A na spacerze nie można odpocząć?
-No to może idź na basen, jak chcesz odpocząć aktywnie- zaproponowała mi Emilka- A ja w tym czasie się położę i poczytam książkę.
-Ja i tak wybiorę się na spacer- odparłem i wyszedłem z pokoju hotelowego. Udałem się na spacer. Szedłem miejscami, który już kiedyś zwiedzałem, ale było to jeszcze z Olą. Dwa tygodnie przed ślubem pojechaliśmy do Zakopanego.Byliśmy taką szczęśliwą parą. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że będę ojcem. W końcu dotarłem do miejsca, gdzie Ola przekazała mi tą wiadomość, że jest w ciąży. Byłem taki szczęśliwy, a to już ponad rok jak nie ma mojej córki i żony oraz teścia.
Posiedziałem chwilę na ławce, gdzie dowiedziałem się, że będę ojcem, a potem wróciłem do hotelu. Zastałem tam widok, tak jak wychodziłem, czyli Emilię leżącą z książką w ręku. Nie chciałem jej przeszkadzać, więc wyszedłem na balkon i zacząłem płakać. Po chwili usłyszałem zbliżające się kroki.
-Jacek, ty płaczesz?- zapytała Emilia i podeszła do mnie bliżej- Stało się coś?
-Gdy byłem na spacerze, przypomniałem sobie jak Ola mi powiedziała właśnie w Zakopanem, że będę ojcem.
-Jacek, nie płacz. To już rok. Może czas, żeby się pogodzić z tym- powiedziała i mnie przytuliła po przyjacielsku. Ja spojrzałem w jej brązowe oczy i szepnąłem “Dziękuję”. Gdy tak staliśmy wpatrzeni w siebie, zrozumiałem jedną rzecz. Jest to pierwsza kobieta, po śmierci Oli, którą pokochałem i może to uczucie nie jest takie samo jak do mojej żony to czułem, że może coś z tego wyjść. W końcu nasze twarze się do siebie zbliżyły i zaczęliśmy się całować, aż w końcu poszliśmy do łóżka.
***
I takim o to sposobem Emilia została moją dziewczyną. Potem jej się oświadczyłem. No i spodziewamy się dziecka. Po powrocie z gór okazało się, że Emilka jest w ciąży. Potem ślub, poród i w końcu zostaję ojcem małej Oleńki.
***
Pięć lat później
Stoję z moją obecną żoną nad grobem Oli. Oczywiście nie mojej córki, ale mojej pierwszej żony, córeczki Gosi, jej ojca i matki. Trzymam na rękach Oleńkę. Emilia z brzuchem ogarnia groby i zapala znicze. Spodziewamy się drugiego dziecka. Również dziewczynki. Już mamy nawet imię. Będzie to Małgorzata Joanna. Gosia po mojej córeczce, a Joanna po mamie Oli.
Gdy już chcemy odejść, nagle pada pytanie, którego nigdy z Emilką nie słyszeliśmy z ust naszej córki.
-Kto to jest?- pyta, wskazując na zdjęcie Oli. Ja kucam przy niej i zaczynam tłumaczyć.
-Widzisz, za nim ożeniłem się z twoją mamusią, miałem żonę Olę i to jest właśnie jej grób. A tutaj- wskazuje na grób Małgosi- pochowana jest twoja przyrodnia siostrzyczka Oleńko.
-A to?- wskazuje na groby Wysockich.
-To są rodzice Oli, a babcia i dziadek Małgosi.
-A ja mam dwie babcie i dwóch dziadków. Czemu ona ma tylko jednych?- dopytuje dalej. Kątem oka widzę jak Emilka się uśmiecha, a ja nie przestaje tłumaczyć.
-Bo druga babcia i drugi dziadek żyją. Są to moi rodzice, czyli babcia Bogusia i dziadek Bogdan.
-Nie rozumiem nic z tego- mówi zrezygnowana.
-Nie musisz, kiedyś zrozumiesz- odpowiadam i ją przytulam. Emilka dalej stoi uśmiechnięta. Nagle się wtrąca.
-Swoją drogą. Zastanawiam się, czy Ola nie jest przypadkowo zazdrosna.
-Ale która Ola?- pytam zaskoczony.
-No ta Ola- wskazuje na grób.
-Wiesz co, czasami sobie myślę, że to wszystko to ona zaplanowała, że jesteśmy razem- odparłem i pocałowałem moją małżonkę w policzek.
Autor ; Alicja
~Narrator~
Dawno, dawno temu chodź jednak nie tak dawno bo, 24 lata temu na świat przyszła mała dziewczynka. Gdy tylko wydała z siebie pierwszy krzyk było wiadomo że nie będzie jedną z milionów kobiet. Jej życie będzie kolorowe, nie będzie ciągle biało-czarne czy szare. Jej ojciec to znany w całym Wrocławiu policjant. Jest komendantem w komendzie głównej. Matka zaś to kobieta spokojna, delikatna. Gdy dowiedziała się o ciąży od razu zrezygnowała z pracy. Bała się że może się jej coś stać i nigdy nie urodzi wypragnionego dziecka.
Gdy 1 Czerwca urodziła się Aleksandra dla jej rodziców był to najpiękniejszy dzień w ich życiu.
Mała Aleksandra miała wszystko co było jej do życia potrzebne: zabawki, różowy pokój ,psa, kochających rodziców, cudowne przeszkolę do którego lubiła chodzić. Zawsze była lubiana ale także stanowcza. Gdy Ola poszła do 4 klasy szkoły podstawowej na jej dom zeszły czarne chmury. Jej matka zachorowała na raka. Aleksandra co dziennie po szkole odwiedzała matkę w szpitalu jednak ta pewnego dnia umarła. Odbył się pogrzeb, stypa. I mała Ola zrozumiała że już nigdy nie zobaczy matki którą tak bardzo kochała. Kilka miesięcy po tym tragicznym wydarzeniu mała Wysocka zaczęła się ciąć na początku jej rany nie były zbyt widoczne. Jednak po pewnym czasie pojawiały się kolejne bardziej i bardziej widoczne. Pewnego jesiennego ponurego dnia Aleksandra postanowiła raz na zawsze pozbawić siebie cierpienia. Nie widziała innego wyjścia. Chciała ponownie spotkać się z jej matką.
„Jedna żyletka ,jedno cięcie, jedna chwila, jedno życie”
Po kilku chwilach straciła przytomność gdyby nie jej ojciec który akurat wracał z pracy do domu mogła by już nie żyć. Szybko wykręcił numer 112. Karetka przyjechała po kilku chwilach. On w tym wcześniej opatrzył jej rany które zrobiła leżąca w kałuży krwi żyletka.
Trafiła na oddział psychiatryczny od razu po zszyciu ran. Jedna wizyta psychologa, druga, trzecia. Za każdym razem przychodził inny psychiatra. Ola z żadnym z nim nie chciała rozmawiać. Mówiła tylko ze zrobi to ponownie ale teraz upewni się że nikt nie wróci do domu. Mówiła też że już nigdy się nie uśmiechnie i że nie ufa lekarzą. Przez nieudaną operację jej matki. Lekarze mówili że doszło do powikłań. Jednak sekcja zwłok wstrząsnęła Olą gdyż okazało się że lekarze wszyli jej matce jakiś materiał. Lekarz który to zrobił stracił pracę ale Ola nie mogła się po tym pozbierać. Gdyby nie on jej matka żyła by ponieważ rak został całkowicie usunięty. Od tej pory Ola cierpi po stracie matki oraz boji się lekarzy.
Po kilku dniowej obserwacji Ola opuściła szpital. Ojciec kazał jej wyjechać do ciotki na wieś.
Po kilku dniach pobytu u siostry jej mamy Oli wróciły chęci do życia. Uświadomiła sobie że gdyby się zabiła jej ojciec nie wytrzymał by kolejnej śmierci.
„Kochać i tracić, pragnąć i żałować, padać boleśnie i znów się podnosić.
Oto jest życie, nic a jakże dosyć… „
Po 3 letnim pobycie u cioci Ola wróciła do Wrocławia, silniejsza.
Skończyła Gimnazjum, Liceum i poszła na studia polonistyczne. Gdy była u ciotki bardzo polubiła przedmiot: Polski oraz pisanie. Napisała dwie książki jednak ich nie wydała bo były zbyt osobiste. Po studiach postanowiła iść w ślady Ojca i wstąpić do policji.
Na krótko związała się z Szymonem Napierskim. Ich związek był raczej oschły, brak w nim było miłości i zrozumienia. Uczucia. Po kilku miesiącach Szymon poprosił Olę o przechowanie amfetaminy ta się nie zgodziła i z nim zerwała.
Kwiecień. Ola już od roku pracuje w policji. Na razie nie awansowała zbyt wysoko bo jest jedynie Posterunkową ale uczy się i zdobywa doświadczenie. Parę miesięcy temu na komendę doszedł Jacek Nowak. Aspirant. 27 letni blondyn o niebieskich jak ocean oczach. Uroczy szarmancki. Kilka razy zaprosił Ole do restauracji. Jednak Ola była ostrożna. On jej zachowanie odebrał jako brak deklaracji miłości i zrezygnował z walczenia o jej serce. Jednak Ola postanowiła to zmienić. Na początku było trudno ponieważ Ola nauczyła się ukrywać swoje uczucia. Jednak po wyznaniu miłości przez Jacka który postanowił w końcu wyjawić swoje uczucia, usunęły barierę ochronną Oli.
-Jacek ja też cię kocham, pokochałam cię od kiedy pierwszy raz cię ujrzałam. To było coś niesamowitego jakbym dostała strzałą Amora. Jednak moje serce było zamknięte dla innych.
Ola czuła się niesamowicie ma chłopaka który ją kocha, cudownego ojca i ciocię.
Jacek przybliżył się do Oli tak że ta czuła jego oddech i bicie jego serca. Nie wiedziała czy się przełamie zrobić to tak od razu. Jednak wiedziała że może Jacka tym urazić.
On pocałował ją namiętnie, powoli zsunął z jej ramienia bluzkę. Namiętnie zaczynając całować jej ciało koło obojczyku. Po czym wrócił do całowania jej ust. Wpijał się w nie niczym wampir, Delikatnie oderwał się od niej. Przejechał ręką wzdłuż szji zjeżdżając ku dekoltowi. Rozluźnił sznurki od sukienki. Poczym wrócił do całowania ust. Po kilku chwilach wziął ją na ręce i zaniósł do jej sypialni nie przerywając przy tym gorących pocałunków. Położył ją na łóżku a sam położył się na jednym boku. Obejmując ją. Zsunął po jej delikatnym ciele sukienkę. Miał teraz dostęp do wszystkich jej części ciała. Zaczął od całowania jej nóg kierując się ku górze. Czasem spotykał się ze skąpymi kawałkami materiału jednak szybko je ściągał. Przy kolejnych pocałunkach Ola coraz bardziej się relaksowała. Nie bała się już. Jej oddech stawał się coraz bardziej nierównomierny. Po paru minutach Jacek wrócił do jej ust (…)
Gdy Ojciec Oli dowiedział się o ich związku nie był zadowolony jednak szybko zmienił zadnie zauważając szczęście swojej jedynaczki.
Po kilku miesiącach Jacek postanowił nie czekać i oświadczyć się Oli. Zrobił to w Grecji, Przy świetle księżyca. Zakochani wyznaczyli datę ślubu na 22 września…
The end….
Alicja
Autor : żabka
Było po dwudziestej. Dziś miałem nocny dyżur. Siedziałem w swoim gabinecie, gdy niespodziewanie wpadł tam Mikołaj. Był strasznie zdenerwowany.
-A Ty co tu robisz?-spytałem.-Chyba już skończyłeś służbę.
-Tak...
-Coś się stało?
-No właśnie nie wiem.
-To znaczy?
-Przed chwilą zadzwoniła do mnie Olka.
-No i?
-Powiedziała, że muszę jej pomóc, i że jest...
-Gdzie jest?
-No nie wiem. Nie zdążyła powiedzieć. Usłyszałem tylko jakiś huk, a potem połączenie się urwało.
-Ale.. jaki huk?
-To chyba... to chyba był strzał..
Gdy to usłyszałem, serce mi stanęło. W mojej głowie rodziło się wiele myśli. Co jeśli coś jej się stało? Nie nie nie.. Nie mogę jej stracić. Może nie jesteśmy już razem, ale nie pozwolę, żeby coś jej się stało. Zależy mi na niej. Na pewno teraz potrzebuje pomocy. Trzeba działać. I to szybko!
-Yyy weź do niej jeszcze raz zadzwoń-zwróciłem się do aspiranta.
Mikołaj wykonał to, o co go poprosiłem.
-Brak sygnału-oznajmił po chwili.
-Jak to?
-Nie wiem.. może ma wyłączoną komórkę, albo rozładowaną...
-Cholera... co teraz?
-Trzeba ją namierzyć..
-Wiesz, że to nie będzie takie proste.
-No wiem.. ale trzeba spróbować..
-Dobra ja lecę do chłopaków... niech spróbują coś zrobić..-powiedziałem wychodząc z pokoju.
Szybkim krokiem szedłem do Kamila Kowalczyka, speca od cyberprzestępczości. Po drodze jednak natknąłem się na Wysockiego.
-Nowak? Co się dzieje? Gdzie tak pędzisz? Wyglądasz jak byś ducha zobaczył.
-Bo... Mikołaj przed chwilą przyszedł...
-No i co z tego?
-No i..... Ola...
-Co Ola??-zaczął się niepokoić.
-Ola do niego dzwoniła... powiedziała, że.... że potrzebuje pomocy, a potem.. połączenie się urwało...
-Jak to?? Ale...
Komendant patrzył na mnie z przerażeniem. Potem razem poszliśmy do Kowalczyka. Opowiedziałem mu wszystko w skrócie, a on od razu zajął się namierzaniem telefonu Oli. My zaś wróciliśmy do mojego gabinetu, gdzie czekał zdenerwowany Mikołaj.
Usiadłem za biurkiem i od razu usłyszałem głos w radiostacji. No cóż.. mimo wszystko musiałem nadal pracować. Starałem się skupić na pracy, ale to nie było takie proste. Mikołaj stał oparty o ścianę, a Wysocki nerwowo chodził po pokoju. To jeszcze bardziej mnie rozpraszało. Czas mijał.... Po kilku godzinach do gabinetu wszedł Kamil. Wszyscy się poderwaliśmy.
-I co?-zapytał Mikołaj.
-Ymm no niestety nie mam dobrych wieści. Telefon jest wyłączony. A skoro nie jest on aktywny, nie wysyła żadnego sygnału do stacji bazowej, przez co nie ma szans aby go zlokalizować.
-Czyli co? Nie jesteś w stanie nic zrobić?-spytałem niepewnym głosem.
-No.. wiesz Jacek jak to jest.... Ale może ona po prostu jest w domu..
Wszyscy spojrzeliśmy na Mikołaja.
-Nie... tam jej nie ma. Sprawdzałem...
Kowalczyk popatrzył na nas, bezradnie pokręcił głową i wyszedł. Po chwili Białach również wyszedł trzaskając drzwiami. Wysocki stał w bezruchu i patrzył na mnie. Wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Był cały blady. Po kilku minutach on również wyszedł. Przez okno widziałem jak odjeżdża samochodem spod komendy.
Służbę skończyłem o czwartej. Pojechałem do domu. Położyłem się, ale nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o Oli. O ósmej znowu byłem na komendzie. Wszyscy siedzieli w pokoju odpraw i czekali na komendanta. Spojrzałem na Mikołaja. Mijała minuta za minutą, a Wysockiego ciągle nie było. Komenda jednak musi funkcjonować. Przydzieliłem patrolom rewiry i każdy ruszył w swoją stronę. Mikołaj został odsunięty od sprawy poszukiwania Oli. Wyruszył na patrol z Mieszkiem. Koło 14 zjechali na komendę. Przyszli do mnie do gabinetu. Zaczęliśmy rozmawiać. Chcieliśmy jakoś pomóc Oli, ale nie wiedzieliśmy już co mamy robić. Nagle do pokoju wszedł Kamil.
-Masz coś?-zapytałem.
-Nie.. nadal nic. A co z Wysockim?
-No co? Nic.. wpadł w depresję-powiedział Mikołaj.
-Cholera jasna-zacząłem się denerwować.-Dlaczego ona zawsze wpada w jakieś bagno!?
-Spokojnie.. znajdziemy ją...
-Idę się przewietrzyć, bo zaraz tu zagotuję.
Wyszedłem z gabinetu, zostawiając ich samych. Poszedłem na dwór. Przed komendą nikogo nie było. Pusto jak nigdy... zupełna cisza. Stałem przez dłuższą chwilę, gdy podszedł do mnie jakiś mężczyzna.
-Możemy porozmawiać?-zapytał.
-O co chodzi?
-O co chodzi? Hmm jakby to powiedzieć...
Patrzyłem na niego tępym wzrokiem. Nie wiedziałem, co on może ode mnie chcieć. Myślałem, że może przyszedł coś zgłosić, ale on stał tylko i na mnie patrzył, jakby nie mógł się wysłowić.
-No bo..yyy-znowu zaczął.
W pewnej chwili poczułem ból. Odwróciłem się za siebie i ujrzałem dwóch mężczyzn z pałkami. Jeden uderzył mnie i upadłem na ziemię. Zaczęli mnie kopać. Potem mnie podnieśli i wrzucili do bagażnika jakiegoś samochodu. Jechaliśmy przez pewien czas. Nie wiem jak długo, bo na chwilę straciłem przytomność. Auto się zatrzymało, a drzwi bagażnika się otworzyły. Wyciągnęli mnie i zaprowadzili do jakiegoś mnieszkania. Weszliśmy do pokoju. Moim oczom ukazała się Beata. Patrzyłem na nią ze zdziwieniem. Potem przeszliśmy do innego pomieszczenia. Na podłodze siedziała Ola. Miała kajdanki na rękach. Siedziała oparta o ścianę. Była taka osłabiona. Kompletnie nie wiedziała co się wokół niej dzieje.
-Ola...-wydusiłem z siebie.
Spojrzała na mnie połprzytomnym wzrokiem. Jeden z mężczyzn popchnął mnie tak, że upadłem na kolana. Złapał mnie za ręce i przykuł kajdankami do jakiejś rulki nade mną.
***
-Cholera jasna! Musi być jakiś sposób!-krzyczałem.
-Uspokuj się Mikołaj. Przecież robimy wszystko, co się da.
-Musimy ją znaleźć, rozumiesz? Musimy! Nie może jej się nic stać!
Nie mogłem już tego wytrzymać. Nie mogłem się na niczym skupić. Najpierw te sms-y, a teraz... Sam już nie wiem co mam myśleć. Może ona wcale nie została porwana.. Może miała jakiś wypadek...
-Jacka coś długo nie ma-odezwał się Kamil.
Popatrzyłem na niego, a potem na zegarek. Miał rację. Jacka już dość długo nie było.
-Mieszko... sprawdź co z nim.
Pawlak bez zastanowienia wyszedł z gabinetu. Wrócił po kilkunastu minutach.
-Nie ma go-powiedział.
-Ehh to może poszedł do łazienki..-powiedziałem.
-No nie wiem. Bo... przed komendą jest... plama krwi...
Spojrzeliśmy na niego z przerażeniem. Najpierw Ola, teraz Jacek. Czy to przypadek? Wątpię. Teraz to na pewno porwanie. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
-Zadzwonię do niego-oznajmił Kowalczyk.
Jeden sygnał, drugi... i nic..
-Nie odbiera-powiedział.
Przez chwilę patrzył na mnie w skupieni. Wyraźnie nad czymś myślał.
-Ale....-zaczął-jest przecież sygnał... możemy go namierzyć.
Szybko wybiegł z pokoju Jacka.
***
-Ola... Ola...
Próbowałem do niej dotrzeć. Beata i ci mężczyźni wyszli już z pokoju, zamykając drzwi na klucz.
-Olu.. słyszysz mnie?!
Tak bardzo się o nią bałem. Była taka blada, a oczy miała czerwone i spuchnięte. Nie wiedziałem jak mam jej pomóc.
-Ola!! Proszę... Olu!
Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Moja Olusia... Nie mogłem na to patrzeć.. Co oni jej zrobili? I to jeszcze Beata! Mikołaj miał rację co do niej.
Minęło jakieś pół godziny. Ola zaczęła dziwnie rozglądać się po pokoju. Uważnie obserwowałem każdy jej ruch. Miałem wrażenie, że powoli zaczyna rozumieć, co się dzieje.
-Ola!-ponowiłem próbę rozmowy z nią.
Spojrzała na mnie. Przez chwilę się nie odzywała. Intensywnie myślała nad czymś.
-Jacek...-wyszeptała.
-Oleńko... wszystko w porządku?
-Jacek...-zaczęła cicho płakać.
-Spokojnie... Olu.. będzie dobrze..
-Beata... ona..... dlaczego?
-Oleńko uspokuj się. Nie myśl teraz o tym..
W tym momencie do pokoju weszła Beata. Spojrzeliśmy na nią. Ustała w drzwiach i uśmiechała się. Aż zaczęło się we mnie gotować... dlaczego ona to robi?
-Z czego się tak cieszysz?!-wybuchnąłem.
Popatrzyła na mnie i jeszcze bardziej zaczęła się śmiać, po czym wyszła. Po chwili wróciła w towarzystwie wysokiego bruneta. Mężczyzna podszedł do Oli. W ręku trzymał strzykawkę. Złapał Olę za rękę, a ona zaczęła się szarpać.
-Zostaw ją!!-krzyczałem, ale to nic nie pomogło.
Jednak ja się nie poddawałem. Krzyczałem coraz głośniej.
-Zamknij się!-powiedziała Beata.-To i tak nic nie da.
-Po co ty to robisz?! Co z tego będziesz miała?! Sprawia ci to przyjemność?!
-A żebyś wiedział, że sprawia-zaśmiała się.
-Jesteś zwykłą suką! Kwieciński miał rację! Ta bajeczka z gwałtem... Powinnaś się leczyć!! Jesteś nienormalna!!
No i na nic nie zdały się moje krzyki... Mężczyzna wbił strzykawkę w rękę Oli, po czym podszedł do mnie i mocno mnie uderzył. Z nosa poleciała mi krew. Beata wraz z brunetem wyszli z pokoju. Ola potrzyła na mnie z przerażeniem.
-Jacek... nic ci nie jest?-spytała troskliwym głosem.
-Nie... jest w porządku..
Prawda była jednak taka, że nie czułem się najlepiej. Wszystko mnie bolało. Ręce, żebra... Strasznie kręciło mi się w głowie, było mi niedobrze.. Ale nie chciałem martwić Oli. Patrzyłem ciągle na nią. Po kilku minutach zaczęła bladnąć. Jej wzrok znowu był jakby nieprzytomny. Zacząłem do niej mówić, ale nie reagowała. Około siedmiu minut później straciła przytomność. Zacząłem krzyczeć. Bałem się, że coś jej się stanie.. Krzyczałem tak głośno, aż do pokoju znowu wszedł jakiś mężczyzna. Zaczął mnie bić... w końcu ja też straciłem przytomność.............
Usłyszałem ciepły głosik Oli:
-Jacek... Jacek... słyszysz mnie? Obudź się... proszę.. Jacek...
Powoli otworzyłem oczy. Spojrzałem na nią. W oczach miała łzy.
-Jacek... Tak się o ciebie bałam...-ciągle płakała.
-Już dobrze... uspokuj się. Wszystko będzie dobrze..
Bardzo chciałem ją teraz przytulić, ale niestety nie mogłem się nawet ruszyć.
-Długo byliśmy nieprzytomni?-zapytałem.
-Nie wiem... ja obudziłam się jakieś może... pół godziny temu..... Jacek...
-Tak?
-Jak się czujesz?
-W porządku.. Nie martw się..
-Nie wyglądasz najlepiej.
-Nie podobam ci się?-zaśmiałem się.
-Przestań.. Nie żartuj sobie.. ja mówię poważnie.
-Olu.. na prawdę jest okej.
Popatrzyła na mnie troskliwym wzrokiem. Mimo tego, przez co przechodzimy, wyglądała tak pięknie. Bardzo chciałem, żeby to wszystko się już skończyło, żebyśmy mogli być już razem... na zawsze...
Zbliżał się już wieczór, bo w pokoju powoli robiło się ciemno. W pewnej chwili usłyszeliśmy kroki. Potem naszym oczom ukazała się Beata oraz trzech mężczyzn. Jeden zapalił lampkę, więc trochę się rozjaśniło. Blondynka ustała za Olą. Do mnie podszedł wysoki mężczyzna i mocno uderzył mnie w twarz. Ola krzyknęła z przerażenia. Jeden z mężczyzn podszedł do Oli i podał jej pistolet. Potem wszyscy stanęli za nią.
-Teraz wszystko zależy od ciebie-powiedziała Beata rozpinając Oli kajdanki.-Sama możesz wybrać. Zabić siebie.. albo jego.
Spojrzeliśmy na nią ze strachem. Po chwili spojrzałem na Olę. Ona patrzyła już na mnie. W jej oczach znowu pojawiły się łzy. Powoli przyłożyła sobie pistolet do skroni. Serce mi stanęło..
-Olka!! Co ty robisz-przeraziłem się.-Ola... proszę cię...
-Zamknij się!-krzyknęła Beata.
-Olu kochanie...-mówiłem łagodnym głosem.-Ola.. Nie możesz tego zrobić.. jesteś tu potrzebna... przestań.. proszę.. przestań..
-Strzelaj! Zabij się albo jego!!
Ola zamknęła oczy. Położyła palce na spust.
-Ola!!!-krzyknąłem.
Spojrzała na mnie.
-Zabij mnie...
-Co ty mówisz?-zdziwiła się.
-Strzel do mnie.. Po co mam żyć skoro ciebie nie będzie? Wolę umrzeć.
-Przestań.. Nie mów tak..
-Ola... jesteś dla mnie wszystkim. Bez ciebie moje życie nie ma sensu.
Ola patrzyła ciągle mi w oczy.
-No nad czym tak myślisz-znowu słychać było głos Beaty.-Strzel do niego i po sprawie.
Ola spojrzała na Beatę, a potem na mnie. Uśmiechnąłem się lekko. Robiłem dobrą minę do złej gry. Ale nie mogła przecież pozwolić Oli, żeby się zabiła! Cholera jasna ja ją kocham! Nie mógłbym żyć bez niej.
Patrzyłem ciągle na Olę. Jej ręką, w której trzymała pistolet, powoli odsunęła się od głowy. Nie odrywała ode mnie wzroku.
-Strzel do niego!
Ola wymierzyła pistolet w moją stronę. Zadrżałem. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę... że za chwilę zginę z rąk Oli.. mojej kochanej Oli...
Obserwowałem jej ruchy. Gdy nacisnęła spust, zamknąłem oczy. Padł strzał....... Otworzyłem oczy i ujrzałem Olę... płakała. Bardzo płakała. Kula przeleciała tuż obok mojej głowy i uderzyła w ścianę.
-Ty suko!!-krzyknęła Beata.
Złapała Olę za włosy i mocno pociągnęła w górę tak, że Ola wstała. Popchnęła ją na ścianę. Ola osunęła się na ziemię. Nagle usłyszeliśmy huk. Do mieszkania wpadli antyterroryści. Za nimi Mikołaj i Krzysiek. Policjanci skuli Beatę i tych mężczyzn. Mikołaj podszedł do Oli, a Krzysiek do mnie. Zdjął mi z rąk kajdanki. Spojrzałem na Olę i Mikołaja. Ola spojrzała na mnie. Zapała pomógł mi wstać. Po chwili upadłem. Nie miałem siły utrzymać się na nogach. Ola nadal płakała. Chwilę później było pogotowie. Zabrali mnie i Olę do karetki. Zrobili nam badania. Po kilkunastu minutach poczułem się lepiej. Siedzieliśmy z Olą w karetce. Spojrzałem na nią.
-Jak się czujesz?-zapytałem.
-W porządku... A ty?
Uśmiechnąłem się do niej.
-Ola....
-Jacek.. przepraszam..
-Za co ty mnie przepraszasz? Przecież to nie twoja wina..
-Za wszystko cię przepraszam. Jacek... uratowałeś mi życie.. gdyby nie ty to... pewnie bym... bym się zabiła..
-Olu... jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci sie stało.
-Kocham cię...-szepnęła.
Przysunęła się do mnie. Delikatnie dokonąłem ustami do jej ust. Zaczęliśmy się całować. Po pewnym czasie usłyszeliśmy głos... Wysockiego.
-Ola... nic ci nie jest-powiedział podchodząc do karetki.
Zaniemówił gdy nas zobaczył.
-Wszystko jest okej-uśmiechnęła się i przytuliła do mnie.
Objąłem ją ramieniem. Po chwili zjawił się też Mikołaj. Popatrzył na nas, ale nic nie powiedział. Mężczyźni patrzyli ciągle na nas, a my uśmiechaliśmy się do siebie. Nim minęły dwie minuty, podszedł do nas lekarz pogotowia.
-Zabieramy panią do szpitala-powiedział patrząc na Olę.
-Ale.. po co?-zdziwiła się.-Ja się dobrze czuję.
-Nooo jest pani w ciąży.. musimy sprawdzić czy z dzieckiem jest wszystko w porządku.
-Ale jak to w ciąży...-popatrzyła na lekarza zdziwionym wzrokiem. Potem spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła. Ja uśmiechnąłem się do niej.
Wysocki i Białach popatrzyli na siebie. Komendant chyba doznał szoku.... dziwnie wyglądał. Karetka zabrała Olę do szpitala. Ola chciała żebym z nią pojechał, dlatego lekarz się zgodził. Czekałem pod salą przez jakieś pół godziny. Zjawił się tam również jej ojciec. W końcu wyszedł lekarz i pozwolił, a nawet kazał mi wejść do Oli. Niepewnie wszedłem do sali. Ola leżała na łóżku i płakała. Podszedłem bliżej. Usiadłem obok i mocno ją przytuliłem.
-Oleńko... co się stało?
-Jacek... ja...-płakała coraz bardziej.
-Spokojnie... co jest?
-Dziecko... ono... ono nie żyje...
-Ciii już dobrze.. skarbie... wszystko będzie dobrze...
-Ja.. tak bardzo chciałam mieć dziecko...
-Oleńko... jeszcze wszystko przed tobą. Jeszcze będziesz miała dzieci..-powiedziałem niepwnie. Miałem nadzieję, że lekarz nie stwierdził, że Ola nie będzie mogła mieć już dzieci.
-Jacek... Ale ja chce... chcę mieć dziecko z tobą...
Uśmiechnąłem się lekko.
-Olu... kochanie moje..
Otarłem jej łzy i zacząłem ją namiętnie całować. Po chwili Ola odsunęła się ode mnie. Spojrzała mi w oczy, a potem się uśmiechnęła. Wtuliła się w moją klatkę piersiową, a ja objąłem ją ramieniem.
Termin do 11 marca
Serdecznie zapraszam !!
Autor ; Blogerka 1978
Życie to jednak pisze różne scenariusze
~Jacek~
Jak to jest stracić najbliższe osoby? Koszmar, po prostu koszmar. Wiem o tym, bo sam to przeszedłem dwa miesiące temu. Raptem pół roku po ślubie z najcudowniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek znałem, zostałem wdowcem. Dlaczego? Wypadek. Wypadek samochodowy. Ola była w trzydziestym tygodniu ciąży. Oczekiwaliśmy córeczki. Przy jednych badaniach wyszło, że nasze dziecko będzie miało zespół Downa, a przy innych, że urodzi się bez jednej nóżki. Z początku nie mogliśmy się z tym wszystkim pogodzić, ale nigdy nie pomyśleliśmy o aborcji. Uznaliśmy po pewnym czasie, że tak powinno być i że kochamy naszą kruszynkę, bez względu na to, jaka będzie. To w końcu nasze dziecko. Owszem, pojawiły się lęki, co powiedzą znajomi, rodzina, ale gdy oświadczyliśmy to rodzicom usłyszeliśmy, że zawsze możemy na nich liczyć i będą kochać swoją wnuczkę, nie patrząc na to, jaka się urodzi. Nikt nie wspomniał o aborcji. Byliśmy z Olą im bardzo wdzięczni.
Kilka dni później wydarzył się wypadek. Ola wracała wraz ze swoim ojcem z badań kontrolnych. Ja nie mogłem wtedy być z Olą, bo był okres wakacji i część policjantów z naszej komendy, wyjechała z miasta. Nie mogłem więc pozwolić sobie na wolny dzień, żeby pojechać z Olą, dlatego zrobił to mój teściu. Nieobecność komendanta mniej paraliżowała pracę funkcjonariuszy niż nieobecność dyżurnego. I wtedy na służbie dostałem telefon od mojego kumpla z WRD.
***
-Jacek- odezwał się głos w słuchawce- Tutaj Sylwek z drogówki.
-Sylwek? Cześć, co tam u ciebie słychać- zapytałem na luzie, nie wiedząc, co mnie czeka jeszcze. Myślałem, że dzwoni w celach towarzyskich, jednak szybko mnie pozbawił złudnych nadziei.
-Ja nie dzwonię, żeby pogadać, tylko żeby ci coś przekazać. Numery DW 23867 należą do komendanta z miejskiej?
-No tak, to auto mojego teścia, ale czemu pytasz?- powiedziałem dość niepewnie.
-Jakby to…- zaciął się- Wysocki miał wypadek, jadąc z Olą. Oboje ponieśli śmierć na miejscu. Staraliśmy się jeszcze uratować waszą córkę, ale ona też zmarła- oznajmił, a ja usłyszawszy to, rzuciłem telefonem o ścianę. W moim gabinecie zjawiła się Emilka, która akurat przechodziła obok mojego pokoju.
-Jacek, wszystko w porządku?- zapytała. Ja się jeszcze bardziej wściekłem i rozwaliłem wszystkie papiery, leżące na biurku.
-Nic kurwa nie jest w porządku- wrzasnąłem i wyszedłem. Poszedłem się przebrać i wróciłem do domu, rzucając się na tapczan. Ryczałem jak dziecko. Ból był okropny. Straciłem żona, dziecko i teścia. Był to koszmar. Marzyłem, żeby to wszystko okazało się snem, a jednak to była okropna rzeczywistość.
Po kilku godzinach usłyszałem, jak ktoś próbuje się dobić do mojego mieszkania. Nie chciało mi się ruszyć, ale pukanie było co raz to mocniejsze. Wstałem z łóżka niechętnie i poszedłem otworzyć drzwi. Zobaczyłem tam Emilkę. Podobnie jak ja, miała czerwone oczy od płaczu, tylko trochę mniej.
-Cześć- powiedziała smutno- Jak się czujesz?
-A jak ma się czuć człowiek, który stracił rodzinę?!- wrzasnąłem. Byłem zdruzgotany i wściekłem się na nią, chociaż nie była niczemu winna, ale wtedy sądziłem inaczej.
-Ja wiem, że to trudne Jacek, dla mnie to też szok- moja koleżanka próbowała załagodzić, ale ja byłem bardzo zdruzgotany.
-Dla ciebie to szok? Mi się życie wali. Straciłem Olę i dziecko- wykrzyczałem- Wiesz co to znaczy? Nie mam dla kogo już żyć.
-Jacek, nie mów tak. Ola to moja przyjaciółka, myślisz, że mi to nie jest trudno?
-Daj mi spokój, chcę zostać sam. Zrozum to- powiedziałem już spokojniejszy.
-Właściwie to ja tu jestem, bo Sylwester mnie poprosił. Chciał, żebyś przyjechał do prosektorium- oznajmiła mi, a ja zsunąłem się po ścianie.
-Muszę? Nie możesz ty zidentyfikować ciał?- zapytałem z nadzieją, ale Emilia pokręciła przecząco głową.
-Myślisz, że nie chciałam ci oszczędzić tych widoków? Ale trafił się jakiś lekarz, który powiedział, że tylko rodzina i nawet fakt, że Sylwek potwierdzał tożsamość, to on chciał kogoś z rodziny.
-Naprawdę muszę?
-Tak, chodź. Zawiozę cię.
-Dzięki.
Ja się ogarnąłem i pojechaliśmy do szpitala, do prosektorium. Byłem zdruzgotany. Jeszcze jak zobaczyłem Olę na stole, przykrytą płachtą, wpadłem w jakąś furię. Zacząłem szarpać patologa, aż przyszła po mnie ochrona i wyprowadziła mnie siłą z prosektorium. Emilka widząc mój stan, postanowiła zabrać mnie do siebie. Byłem jej naprawdę wdzięczny, że się mną zajęła. Gdyby nie ona, popełniłbym wtedy samobójstwo. Chociaż i tak kilka razy próbowałem to robić, jednak Emilka i matka mnie pilnowały jak niemowlaka. Załatwiły mi nawet terapię. Po pogrzebie Oli, bardzo się zamknąłem w sobie, zrezygnowałem z pracy i nie wychodziłem z domu, chyba że Emilka przyjechała po mnie, żeby zabrać mnie do psychologa.
***
Od czasu wypadku minęło dwa miesiące. Zastanawiam się, jak to możliwe, że kompletnie nie sfiksowałem. Może to zasługa Oli i naszej córeczki? Nie wiem. Właśnie siedzę w kuchni i popijam kawę duszkiem. W drugiej dłoni trzymam zdjęcie mojej Oleńki, której już z nami nie ma. Jest taka szczęśliwa. Na tym zdjęciu jest w piątym miesiącu ciąży. Zrobiłem jej to zdjęcie, gdy byliśmy na spacerze nad Odrą. Już wtedy wiedzieliśmy, że spodziewamy się córeczki i że będzie ona chora oraz niepełnosprawna, ale i tak byliśmy zadowoleni, że doczekamy się potomstwa. Gdy tak przypomniałem sobie spacer, rozpłakałem się. Po jakimś czasie usłyszałem dzwonek, który wyrwał mnie z zamyślenia. Wstałem od stołu, żeby otworzyć drzwi. To była Emilka, która przyjechała po mnie, żeby zabrać mnie na terapię.
-Jesteś gotowy?- zapytała ożywionym głosem. Widać po niej było, że lepiej sobie radzi z tym, że Ola nie żyje, a przynajmniej nie okazywała tak tego. Była jedną z bliższych przyjaciółek mojej żony i ją również dotknęła śmierć Oli, ale nie tak jak mnie. Ona nie próbowała popełnić samobójstwa jak ja. Gdy trafiłem po raz trzeci do szpitala, lekarz już nawet nie spoglądał w papiery, bo było to co zwykle. Poza tym na pogotowie zadzwoniła ta sama osoba co za pierwszym i drugim razem. Emilka. Nie wiem sam czemu, ale nigdy nie odważyłem się wziąć tak dużej ilości tabletek i to na przykład w dzień, kiedy Emilka mnie nie odwiedza. Zawsze udawało się mnie uratować. Zastanawiałem się dlaczego. Jedyny pomysł jaki mi przyszedł do głowy, to to, że Ola z moją córeczką mi nie pozwalają do nich dołączyć.
Po kilkunastu minutach jesteśmy z Emilką pod ośrodkiem, gdzie przyjmuje mój terapeuta. Wysiadam z auta i kieruję się do budynku. Siadam na krześle przed gabinetem i zaraz potem wchodzę do środka. Wita mnie mój terapeuta i przechodzimy do sesji, która jest żmudna, a w żaden sposób mi nie pomaga, gdy gadamy o Oli i dziecku, no i teściu. To jeszcze bardziej przywołuje wspomnienia, niż gdybyśmy w ogóle o nich nie rozmawiali. Chciałem nawet przestać chodzić, ale Emilka z mamą i ojcem mnie zmuszają. Raz gdy Emilka nie mogła mnie zawieźć i miałem pójść sam, skończyło się tym, że nie poszedłem w ogóle i terapeuta zadzwonił do Emilii, a ona przyjechała i zrobiła mi awanturę. Od tej pory pilnowała mnie jak dziecko, które trzeba zawieźć do szkoły na zajęcia.
Terapia skończyła się tak jak zwykle po godzinie gadania. Wyszedłem z niej przybity jak za każdym razem. Emilia mnie zabrała do domu. Po przyjeździe zrobiłem to co zwykle. Wziąłem zdjęcie, na które patrzyłem się rano. Tak mi brakowało w domu Oli. Tego jej uśmiechu, śmiechu, wygłupiania się z nią. Brakowało mi także rozmów z nią. Pamiętam, że wieczór przed wypadkiem dyskutowaliśmy o imieniu. Ja chciałem Kasię, Ola z kolei chciała Anię. W końcu oboje w tym samym momencie powiedzieliśmy Małgosia. Zaczęliśmy się śmiać i oboje się zgodziliśmy na to imię.
Zaczynam sobie wyobrażać jak spacerujemy sobie z naszą córeczką po parku, jak stoimy w kościele przy chrzcielnicy, a mała jest ubrana na biało i ksiądz polewa jej głowę wodą święconą, ale to już się nie wydarzy. Nie ma Oli, nie ma Małgosi, a nawet mojego teścia, który tak się ucieszył na wieść o tym, że zostanie dziadkiem. No ale nie ma ich już i nikt ich nie przywróci do życia. Pora już się z tym pogodzić. Jednak mi nie jest łatwo.
Spoglądam na portret ślubny mój i Oli. Jesteśmy na nim oboje uśmiechnięci. Tak chciałbym teraz ją przytulić, pocałować, spojrzeć w te jej błękitne oczy. Wszystko mi zabrano.
***
Półtora roku później
Zastanawiam się jak śmierć bardzo zbliża ludzi. Od śmierci mojej żony, czas spędzałem głównie z Emilią. To ona była przy mnie w najtrudniejszych momentach mojego życia. W tym okresie była jedyną kobietą w moim życiu, poza moją matką. Pewnego razu Emilia zaproponowała mi wyjazd w góry. Stwierdziła, że muszę udać się na urlop. To był jakiś rok po wypadku. Był to czas, kiedy już zaczynałem godzić się z myślą, że Oli już nie ma. Postanowiłem wrócić do pracy. Nie było to dla mnie zbyt łatwe, bo wszystko mi o niej przypominało, ale wziąłem się w garść. Jakieś dwa miesiące później pojechaliśmy do Zakopanego. Było wtedy niezłe zamieszanie.
***
-Ale przecież rezerwowaliśmy dwa jednoosobowe pokoje- Emilia wydarła się na recepcjonistkę.
-Ale ja mam zapisane, że jeden dwuosobowy- odparła kobieta siedząca za biurkiem- Nie mamy już pojedynczych pokoi.
-Emilia, bierz te klucze i chodźmy- próbowałem ją uspokoić.
-Ale jak ty to sobie wyobrażasz?
-Zobaczymy w pokoju, a na razie chodź. Odpoczniemy po podróży- oznajmiłem. Ona niezadowolona wzięła klucze od kobiety i udaliśmy się do naszego pokoju. Mieliśmy nadzieję, że chociaż łóżka będą dwa oddzielne, ale gdy weszliśmy, ujrzeliśmy jedno duże łoże małżeńskie.
-To co? Ja na podłodze?- zaproponowała Emilia.
-No ty sobie chyba żartujesz. Nie wiem jeszcze, jak będziemy spali, ale może chodźmy się przespacerować?
-W recepcji mówiłeś, że chcesz odpoczywać.
-A na spacerze nie można odpocząć?
-No to może idź na basen, jak chcesz odpocząć aktywnie- zaproponowała mi Emilka- A ja w tym czasie się położę i poczytam książkę.
-Ja i tak wybiorę się na spacer- odparłem i wyszedłem z pokoju hotelowego. Udałem się na spacer. Szedłem miejscami, który już kiedyś zwiedzałem, ale było to jeszcze z Olą. Dwa tygodnie przed ślubem pojechaliśmy do Zakopanego.Byliśmy taką szczęśliwą parą. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że będę ojcem. W końcu dotarłem do miejsca, gdzie Ola przekazała mi tą wiadomość, że jest w ciąży. Byłem taki szczęśliwy, a to już ponad rok jak nie ma mojej córki i żony oraz teścia.
Posiedziałem chwilę na ławce, gdzie dowiedziałem się, że będę ojcem, a potem wróciłem do hotelu. Zastałem tam widok, tak jak wychodziłem, czyli Emilię leżącą z książką w ręku. Nie chciałem jej przeszkadzać, więc wyszedłem na balkon i zacząłem płakać. Po chwili usłyszałem zbliżające się kroki.
-Jacek, ty płaczesz?- zapytała Emilia i podeszła do mnie bliżej- Stało się coś?
-Gdy byłem na spacerze, przypomniałem sobie jak Ola mi powiedziała właśnie w Zakopanem, że będę ojcem.
-Jacek, nie płacz. To już rok. Może czas, żeby się pogodzić z tym- powiedziała i mnie przytuliła po przyjacielsku. Ja spojrzałem w jej brązowe oczy i szepnąłem “Dziękuję”. Gdy tak staliśmy wpatrzeni w siebie, zrozumiałem jedną rzecz. Jest to pierwsza kobieta, po śmierci Oli, którą pokochałem i może to uczucie nie jest takie samo jak do mojej żony to czułem, że może coś z tego wyjść. W końcu nasze twarze się do siebie zbliżyły i zaczęliśmy się całować, aż w końcu poszliśmy do łóżka.
***
I takim o to sposobem Emilia została moją dziewczyną. Potem jej się oświadczyłem. No i spodziewamy się dziecka. Po powrocie z gór okazało się, że Emilka jest w ciąży. Potem ślub, poród i w końcu zostaję ojcem małej Oleńki.
***
Pięć lat później
Stoję z moją obecną żoną nad grobem Oli. Oczywiście nie mojej córki, ale mojej pierwszej żony, córeczki Gosi, jej ojca i matki. Trzymam na rękach Oleńkę. Emilia z brzuchem ogarnia groby i zapala znicze. Spodziewamy się drugiego dziecka. Również dziewczynki. Już mamy nawet imię. Będzie to Małgorzata Joanna. Gosia po mojej córeczce, a Joanna po mamie Oli.
Gdy już chcemy odejść, nagle pada pytanie, którego nigdy z Emilką nie słyszeliśmy z ust naszej córki.
-Kto to jest?- pyta, wskazując na zdjęcie Oli. Ja kucam przy niej i zaczynam tłumaczyć.
-Widzisz, za nim ożeniłem się z twoją mamusią, miałem żonę Olę i to jest właśnie jej grób. A tutaj- wskazuje na grób Małgosi- pochowana jest twoja przyrodnia siostrzyczka Oleńko.
-A to?- wskazuje na groby Wysockich.
-To są rodzice Oli, a babcia i dziadek Małgosi.
-A ja mam dwie babcie i dwóch dziadków. Czemu ona ma tylko jednych?- dopytuje dalej. Kątem oka widzę jak Emilka się uśmiecha, a ja nie przestaje tłumaczyć.
-Bo druga babcia i drugi dziadek żyją. Są to moi rodzice, czyli babcia Bogusia i dziadek Bogdan.
-Nie rozumiem nic z tego- mówi zrezygnowana.
-Nie musisz, kiedyś zrozumiesz- odpowiadam i ją przytulam. Emilka dalej stoi uśmiechnięta. Nagle się wtrąca.
-Swoją drogą. Zastanawiam się, czy Ola nie jest przypadkowo zazdrosna.
-Ale która Ola?- pytam zaskoczony.
-No ta Ola- wskazuje na grób.
-Wiesz co, czasami sobie myślę, że to wszystko to ona zaplanowała, że jesteśmy razem- odparłem i pocałowałem moją małżonkę w policzek.
Autor ; Alicja
~Narrator~
Dawno, dawno temu chodź jednak nie tak dawno bo, 24 lata temu na świat przyszła mała dziewczynka. Gdy tylko wydała z siebie pierwszy krzyk było wiadomo że nie będzie jedną z milionów kobiet. Jej życie będzie kolorowe, nie będzie ciągle biało-czarne czy szare. Jej ojciec to znany w całym Wrocławiu policjant. Jest komendantem w komendzie głównej. Matka zaś to kobieta spokojna, delikatna. Gdy dowiedziała się o ciąży od razu zrezygnowała z pracy. Bała się że może się jej coś stać i nigdy nie urodzi wypragnionego dziecka.
Gdy 1 Czerwca urodziła się Aleksandra dla jej rodziców był to najpiękniejszy dzień w ich życiu.
Mała Aleksandra miała wszystko co było jej do życia potrzebne: zabawki, różowy pokój ,psa, kochających rodziców, cudowne przeszkolę do którego lubiła chodzić. Zawsze była lubiana ale także stanowcza. Gdy Ola poszła do 4 klasy szkoły podstawowej na jej dom zeszły czarne chmury. Jej matka zachorowała na raka. Aleksandra co dziennie po szkole odwiedzała matkę w szpitalu jednak ta pewnego dnia umarła. Odbył się pogrzeb, stypa. I mała Ola zrozumiała że już nigdy nie zobaczy matki którą tak bardzo kochała. Kilka miesięcy po tym tragicznym wydarzeniu mała Wysocka zaczęła się ciąć na początku jej rany nie były zbyt widoczne. Jednak po pewnym czasie pojawiały się kolejne bardziej i bardziej widoczne. Pewnego jesiennego ponurego dnia Aleksandra postanowiła raz na zawsze pozbawić siebie cierpienia. Nie widziała innego wyjścia. Chciała ponownie spotkać się z jej matką.
„Jedna żyletka ,jedno cięcie, jedna chwila, jedno życie”
Po kilku chwilach straciła przytomność gdyby nie jej ojciec który akurat wracał z pracy do domu mogła by już nie żyć. Szybko wykręcił numer 112. Karetka przyjechała po kilku chwilach. On w tym wcześniej opatrzył jej rany które zrobiła leżąca w kałuży krwi żyletka.
Trafiła na oddział psychiatryczny od razu po zszyciu ran. Jedna wizyta psychologa, druga, trzecia. Za każdym razem przychodził inny psychiatra. Ola z żadnym z nim nie chciała rozmawiać. Mówiła tylko ze zrobi to ponownie ale teraz upewni się że nikt nie wróci do domu. Mówiła też że już nigdy się nie uśmiechnie i że nie ufa lekarzą. Przez nieudaną operację jej matki. Lekarze mówili że doszło do powikłań. Jednak sekcja zwłok wstrząsnęła Olą gdyż okazało się że lekarze wszyli jej matce jakiś materiał. Lekarz który to zrobił stracił pracę ale Ola nie mogła się po tym pozbierać. Gdyby nie on jej matka żyła by ponieważ rak został całkowicie usunięty. Od tej pory Ola cierpi po stracie matki oraz boji się lekarzy.
Po kilku dniowej obserwacji Ola opuściła szpital. Ojciec kazał jej wyjechać do ciotki na wieś.
Po kilku dniach pobytu u siostry jej mamy Oli wróciły chęci do życia. Uświadomiła sobie że gdyby się zabiła jej ojciec nie wytrzymał by kolejnej śmierci.
„Kochać i tracić, pragnąć i żałować, padać boleśnie i znów się podnosić.
Oto jest życie, nic a jakże dosyć… „
Po 3 letnim pobycie u cioci Ola wróciła do Wrocławia, silniejsza.
Skończyła Gimnazjum, Liceum i poszła na studia polonistyczne. Gdy była u ciotki bardzo polubiła przedmiot: Polski oraz pisanie. Napisała dwie książki jednak ich nie wydała bo były zbyt osobiste. Po studiach postanowiła iść w ślady Ojca i wstąpić do policji.
Na krótko związała się z Szymonem Napierskim. Ich związek był raczej oschły, brak w nim było miłości i zrozumienia. Uczucia. Po kilku miesiącach Szymon poprosił Olę o przechowanie amfetaminy ta się nie zgodziła i z nim zerwała.
Kwiecień. Ola już od roku pracuje w policji. Na razie nie awansowała zbyt wysoko bo jest jedynie Posterunkową ale uczy się i zdobywa doświadczenie. Parę miesięcy temu na komendę doszedł Jacek Nowak. Aspirant. 27 letni blondyn o niebieskich jak ocean oczach. Uroczy szarmancki. Kilka razy zaprosił Ole do restauracji. Jednak Ola była ostrożna. On jej zachowanie odebrał jako brak deklaracji miłości i zrezygnował z walczenia o jej serce. Jednak Ola postanowiła to zmienić. Na początku było trudno ponieważ Ola nauczyła się ukrywać swoje uczucia. Jednak po wyznaniu miłości przez Jacka który postanowił w końcu wyjawić swoje uczucia, usunęły barierę ochronną Oli.
-Jacek ja też cię kocham, pokochałam cię od kiedy pierwszy raz cię ujrzałam. To było coś niesamowitego jakbym dostała strzałą Amora. Jednak moje serce było zamknięte dla innych.
Ola czuła się niesamowicie ma chłopaka który ją kocha, cudownego ojca i ciocię.
Jacek przybliżył się do Oli tak że ta czuła jego oddech i bicie jego serca. Nie wiedziała czy się przełamie zrobić to tak od razu. Jednak wiedziała że może Jacka tym urazić.
On pocałował ją namiętnie, powoli zsunął z jej ramienia bluzkę. Namiętnie zaczynając całować jej ciało koło obojczyku. Po czym wrócił do całowania jej ust. Wpijał się w nie niczym wampir, Delikatnie oderwał się od niej. Przejechał ręką wzdłuż szji zjeżdżając ku dekoltowi. Rozluźnił sznurki od sukienki. Poczym wrócił do całowania ust. Po kilku chwilach wziął ją na ręce i zaniósł do jej sypialni nie przerywając przy tym gorących pocałunków. Położył ją na łóżku a sam położył się na jednym boku. Obejmując ją. Zsunął po jej delikatnym ciele sukienkę. Miał teraz dostęp do wszystkich jej części ciała. Zaczął od całowania jej nóg kierując się ku górze. Czasem spotykał się ze skąpymi kawałkami materiału jednak szybko je ściągał. Przy kolejnych pocałunkach Ola coraz bardziej się relaksowała. Nie bała się już. Jej oddech stawał się coraz bardziej nierównomierny. Po paru minutach Jacek wrócił do jej ust (…)
Gdy Ojciec Oli dowiedział się o ich związku nie był zadowolony jednak szybko zmienił zadnie zauważając szczęście swojej jedynaczki.
Po kilku miesiącach Jacek postanowił nie czekać i oświadczyć się Oli. Zrobił to w Grecji, Przy świetle księżyca. Zakochani wyznaczyli datę ślubu na 22 września…
The end….
Alicja
Autor : żabka
Było po dwudziestej. Dziś miałem nocny dyżur. Siedziałem w swoim gabinecie, gdy niespodziewanie wpadł tam Mikołaj. Był strasznie zdenerwowany.
-A Ty co tu robisz?-spytałem.-Chyba już skończyłeś służbę.
-Tak...
-Coś się stało?
-No właśnie nie wiem.
-To znaczy?
-Przed chwilą zadzwoniła do mnie Olka.
-No i?
-Powiedziała, że muszę jej pomóc, i że jest...
-Gdzie jest?
-No nie wiem. Nie zdążyła powiedzieć. Usłyszałem tylko jakiś huk, a potem połączenie się urwało.
-Ale.. jaki huk?
-To chyba... to chyba był strzał..
Gdy to usłyszałem, serce mi stanęło. W mojej głowie rodziło się wiele myśli. Co jeśli coś jej się stało? Nie nie nie.. Nie mogę jej stracić. Może nie jesteśmy już razem, ale nie pozwolę, żeby coś jej się stało. Zależy mi na niej. Na pewno teraz potrzebuje pomocy. Trzeba działać. I to szybko!
-Yyy weź do niej jeszcze raz zadzwoń-zwróciłem się do aspiranta.
Mikołaj wykonał to, o co go poprosiłem.
-Brak sygnału-oznajmił po chwili.
-Jak to?
-Nie wiem.. może ma wyłączoną komórkę, albo rozładowaną...
-Cholera... co teraz?
-Trzeba ją namierzyć..
-Wiesz, że to nie będzie takie proste.
-No wiem.. ale trzeba spróbować..
-Dobra ja lecę do chłopaków... niech spróbują coś zrobić..-powiedziałem wychodząc z pokoju.
Szybkim krokiem szedłem do Kamila Kowalczyka, speca od cyberprzestępczości. Po drodze jednak natknąłem się na Wysockiego.
-Nowak? Co się dzieje? Gdzie tak pędzisz? Wyglądasz jak byś ducha zobaczył.
-Bo... Mikołaj przed chwilą przyszedł...
-No i co z tego?
-No i..... Ola...
-Co Ola??-zaczął się niepokoić.
-Ola do niego dzwoniła... powiedziała, że.... że potrzebuje pomocy, a potem.. połączenie się urwało...
-Jak to?? Ale...
Komendant patrzył na mnie z przerażeniem. Potem razem poszliśmy do Kowalczyka. Opowiedziałem mu wszystko w skrócie, a on od razu zajął się namierzaniem telefonu Oli. My zaś wróciliśmy do mojego gabinetu, gdzie czekał zdenerwowany Mikołaj.
Usiadłem za biurkiem i od razu usłyszałem głos w radiostacji. No cóż.. mimo wszystko musiałem nadal pracować. Starałem się skupić na pracy, ale to nie było takie proste. Mikołaj stał oparty o ścianę, a Wysocki nerwowo chodził po pokoju. To jeszcze bardziej mnie rozpraszało. Czas mijał.... Po kilku godzinach do gabinetu wszedł Kamil. Wszyscy się poderwaliśmy.
-I co?-zapytał Mikołaj.
-Ymm no niestety nie mam dobrych wieści. Telefon jest wyłączony. A skoro nie jest on aktywny, nie wysyła żadnego sygnału do stacji bazowej, przez co nie ma szans aby go zlokalizować.
-Czyli co? Nie jesteś w stanie nic zrobić?-spytałem niepewnym głosem.
-No.. wiesz Jacek jak to jest.... Ale może ona po prostu jest w domu..
Wszyscy spojrzeliśmy na Mikołaja.
-Nie... tam jej nie ma. Sprawdzałem...
Kowalczyk popatrzył na nas, bezradnie pokręcił głową i wyszedł. Po chwili Białach również wyszedł trzaskając drzwiami. Wysocki stał w bezruchu i patrzył na mnie. Wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Był cały blady. Po kilku minutach on również wyszedł. Przez okno widziałem jak odjeżdża samochodem spod komendy.
Służbę skończyłem o czwartej. Pojechałem do domu. Położyłem się, ale nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o Oli. O ósmej znowu byłem na komendzie. Wszyscy siedzieli w pokoju odpraw i czekali na komendanta. Spojrzałem na Mikołaja. Mijała minuta za minutą, a Wysockiego ciągle nie było. Komenda jednak musi funkcjonować. Przydzieliłem patrolom rewiry i każdy ruszył w swoją stronę. Mikołaj został odsunięty od sprawy poszukiwania Oli. Wyruszył na patrol z Mieszkiem. Koło 14 zjechali na komendę. Przyszli do mnie do gabinetu. Zaczęliśmy rozmawiać. Chcieliśmy jakoś pomóc Oli, ale nie wiedzieliśmy już co mamy robić. Nagle do pokoju wszedł Kamil.
-Masz coś?-zapytałem.
-Nie.. nadal nic. A co z Wysockim?
-No co? Nic.. wpadł w depresję-powiedział Mikołaj.
-Cholera jasna-zacząłem się denerwować.-Dlaczego ona zawsze wpada w jakieś bagno!?
-Spokojnie.. znajdziemy ją...
-Idę się przewietrzyć, bo zaraz tu zagotuję.
Wyszedłem z gabinetu, zostawiając ich samych. Poszedłem na dwór. Przed komendą nikogo nie było. Pusto jak nigdy... zupełna cisza. Stałem przez dłuższą chwilę, gdy podszedł do mnie jakiś mężczyzna.
-Możemy porozmawiać?-zapytał.
-O co chodzi?
-O co chodzi? Hmm jakby to powiedzieć...
Patrzyłem na niego tępym wzrokiem. Nie wiedziałem, co on może ode mnie chcieć. Myślałem, że może przyszedł coś zgłosić, ale on stał tylko i na mnie patrzył, jakby nie mógł się wysłowić.
-No bo..yyy-znowu zaczął.
W pewnej chwili poczułem ból. Odwróciłem się za siebie i ujrzałem dwóch mężczyzn z pałkami. Jeden uderzył mnie i upadłem na ziemię. Zaczęli mnie kopać. Potem mnie podnieśli i wrzucili do bagażnika jakiegoś samochodu. Jechaliśmy przez pewien czas. Nie wiem jak długo, bo na chwilę straciłem przytomność. Auto się zatrzymało, a drzwi bagażnika się otworzyły. Wyciągnęli mnie i zaprowadzili do jakiegoś mnieszkania. Weszliśmy do pokoju. Moim oczom ukazała się Beata. Patrzyłem na nią ze zdziwieniem. Potem przeszliśmy do innego pomieszczenia. Na podłodze siedziała Ola. Miała kajdanki na rękach. Siedziała oparta o ścianę. Była taka osłabiona. Kompletnie nie wiedziała co się wokół niej dzieje.
-Ola...-wydusiłem z siebie.
Spojrzała na mnie połprzytomnym wzrokiem. Jeden z mężczyzn popchnął mnie tak, że upadłem na kolana. Złapał mnie za ręce i przykuł kajdankami do jakiejś rulki nade mną.
***
-Cholera jasna! Musi być jakiś sposób!-krzyczałem.
-Uspokuj się Mikołaj. Przecież robimy wszystko, co się da.
-Musimy ją znaleźć, rozumiesz? Musimy! Nie może jej się nic stać!
Nie mogłem już tego wytrzymać. Nie mogłem się na niczym skupić. Najpierw te sms-y, a teraz... Sam już nie wiem co mam myśleć. Może ona wcale nie została porwana.. Może miała jakiś wypadek...
-Jacka coś długo nie ma-odezwał się Kamil.
Popatrzyłem na niego, a potem na zegarek. Miał rację. Jacka już dość długo nie było.
-Mieszko... sprawdź co z nim.
Pawlak bez zastanowienia wyszedł z gabinetu. Wrócił po kilkunastu minutach.
-Nie ma go-powiedział.
-Ehh to może poszedł do łazienki..-powiedziałem.
-No nie wiem. Bo... przed komendą jest... plama krwi...
Spojrzeliśmy na niego z przerażeniem. Najpierw Ola, teraz Jacek. Czy to przypadek? Wątpię. Teraz to na pewno porwanie. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
-Zadzwonię do niego-oznajmił Kowalczyk.
Jeden sygnał, drugi... i nic..
-Nie odbiera-powiedział.
Przez chwilę patrzył na mnie w skupieni. Wyraźnie nad czymś myślał.
-Ale....-zaczął-jest przecież sygnał... możemy go namierzyć.
Szybko wybiegł z pokoju Jacka.
***
-Ola... Ola...
Próbowałem do niej dotrzeć. Beata i ci mężczyźni wyszli już z pokoju, zamykając drzwi na klucz.
-Olu.. słyszysz mnie?!
Tak bardzo się o nią bałem. Była taka blada, a oczy miała czerwone i spuchnięte. Nie wiedziałem jak mam jej pomóc.
-Ola!! Proszę... Olu!
Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Moja Olusia... Nie mogłem na to patrzeć.. Co oni jej zrobili? I to jeszcze Beata! Mikołaj miał rację co do niej.
Minęło jakieś pół godziny. Ola zaczęła dziwnie rozglądać się po pokoju. Uważnie obserwowałem każdy jej ruch. Miałem wrażenie, że powoli zaczyna rozumieć, co się dzieje.
-Ola!-ponowiłem próbę rozmowy z nią.
Spojrzała na mnie. Przez chwilę się nie odzywała. Intensywnie myślała nad czymś.
-Jacek...-wyszeptała.
-Oleńko... wszystko w porządku?
-Jacek...-zaczęła cicho płakać.
-Spokojnie... Olu.. będzie dobrze..
-Beata... ona..... dlaczego?
-Oleńko uspokuj się. Nie myśl teraz o tym..
W tym momencie do pokoju weszła Beata. Spojrzeliśmy na nią. Ustała w drzwiach i uśmiechała się. Aż zaczęło się we mnie gotować... dlaczego ona to robi?
-Z czego się tak cieszysz?!-wybuchnąłem.
Popatrzyła na mnie i jeszcze bardziej zaczęła się śmiać, po czym wyszła. Po chwili wróciła w towarzystwie wysokiego bruneta. Mężczyzna podszedł do Oli. W ręku trzymał strzykawkę. Złapał Olę za rękę, a ona zaczęła się szarpać.
-Zostaw ją!!-krzyczałem, ale to nic nie pomogło.
Jednak ja się nie poddawałem. Krzyczałem coraz głośniej.
-Zamknij się!-powiedziała Beata.-To i tak nic nie da.
-Po co ty to robisz?! Co z tego będziesz miała?! Sprawia ci to przyjemność?!
-A żebyś wiedział, że sprawia-zaśmiała się.
-Jesteś zwykłą suką! Kwieciński miał rację! Ta bajeczka z gwałtem... Powinnaś się leczyć!! Jesteś nienormalna!!
No i na nic nie zdały się moje krzyki... Mężczyzna wbił strzykawkę w rękę Oli, po czym podszedł do mnie i mocno mnie uderzył. Z nosa poleciała mi krew. Beata wraz z brunetem wyszli z pokoju. Ola potrzyła na mnie z przerażeniem.
-Jacek... nic ci nie jest?-spytała troskliwym głosem.
-Nie... jest w porządku..
Prawda była jednak taka, że nie czułem się najlepiej. Wszystko mnie bolało. Ręce, żebra... Strasznie kręciło mi się w głowie, było mi niedobrze.. Ale nie chciałem martwić Oli. Patrzyłem ciągle na nią. Po kilku minutach zaczęła bladnąć. Jej wzrok znowu był jakby nieprzytomny. Zacząłem do niej mówić, ale nie reagowała. Około siedmiu minut później straciła przytomność. Zacząłem krzyczeć. Bałem się, że coś jej się stanie.. Krzyczałem tak głośno, aż do pokoju znowu wszedł jakiś mężczyzna. Zaczął mnie bić... w końcu ja też straciłem przytomność.............
Usłyszałem ciepły głosik Oli:
-Jacek... Jacek... słyszysz mnie? Obudź się... proszę.. Jacek...
Powoli otworzyłem oczy. Spojrzałem na nią. W oczach miała łzy.
-Jacek... Tak się o ciebie bałam...-ciągle płakała.
-Już dobrze... uspokuj się. Wszystko będzie dobrze..
Bardzo chciałem ją teraz przytulić, ale niestety nie mogłem się nawet ruszyć.
-Długo byliśmy nieprzytomni?-zapytałem.
-Nie wiem... ja obudziłam się jakieś może... pół godziny temu..... Jacek...
-Tak?
-Jak się czujesz?
-W porządku.. Nie martw się..
-Nie wyglądasz najlepiej.
-Nie podobam ci się?-zaśmiałem się.
-Przestań.. Nie żartuj sobie.. ja mówię poważnie.
-Olu.. na prawdę jest okej.
Popatrzyła na mnie troskliwym wzrokiem. Mimo tego, przez co przechodzimy, wyglądała tak pięknie. Bardzo chciałem, żeby to wszystko się już skończyło, żebyśmy mogli być już razem... na zawsze...
Zbliżał się już wieczór, bo w pokoju powoli robiło się ciemno. W pewnej chwili usłyszeliśmy kroki. Potem naszym oczom ukazała się Beata oraz trzech mężczyzn. Jeden zapalił lampkę, więc trochę się rozjaśniło. Blondynka ustała za Olą. Do mnie podszedł wysoki mężczyzna i mocno uderzył mnie w twarz. Ola krzyknęła z przerażenia. Jeden z mężczyzn podszedł do Oli i podał jej pistolet. Potem wszyscy stanęli za nią.
-Teraz wszystko zależy od ciebie-powiedziała Beata rozpinając Oli kajdanki.-Sama możesz wybrać. Zabić siebie.. albo jego.
Spojrzeliśmy na nią ze strachem. Po chwili spojrzałem na Olę. Ona patrzyła już na mnie. W jej oczach znowu pojawiły się łzy. Powoli przyłożyła sobie pistolet do skroni. Serce mi stanęło..
-Olka!! Co ty robisz-przeraziłem się.-Ola... proszę cię...
-Zamknij się!-krzyknęła Beata.
-Olu kochanie...-mówiłem łagodnym głosem.-Ola.. Nie możesz tego zrobić.. jesteś tu potrzebna... przestań.. proszę.. przestań..
-Strzelaj! Zabij się albo jego!!
Ola zamknęła oczy. Położyła palce na spust.
-Ola!!!-krzyknąłem.
Spojrzała na mnie.
-Zabij mnie...
-Co ty mówisz?-zdziwiła się.
-Strzel do mnie.. Po co mam żyć skoro ciebie nie będzie? Wolę umrzeć.
-Przestań.. Nie mów tak..
-Ola... jesteś dla mnie wszystkim. Bez ciebie moje życie nie ma sensu.
Ola patrzyła ciągle mi w oczy.
-No nad czym tak myślisz-znowu słychać było głos Beaty.-Strzel do niego i po sprawie.
Ola spojrzała na Beatę, a potem na mnie. Uśmiechnąłem się lekko. Robiłem dobrą minę do złej gry. Ale nie mogła przecież pozwolić Oli, żeby się zabiła! Cholera jasna ja ją kocham! Nie mógłbym żyć bez niej.
Patrzyłem ciągle na Olę. Jej ręką, w której trzymała pistolet, powoli odsunęła się od głowy. Nie odrywała ode mnie wzroku.
-Strzel do niego!
Ola wymierzyła pistolet w moją stronę. Zadrżałem. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę... że za chwilę zginę z rąk Oli.. mojej kochanej Oli...
Obserwowałem jej ruchy. Gdy nacisnęła spust, zamknąłem oczy. Padł strzał....... Otworzyłem oczy i ujrzałem Olę... płakała. Bardzo płakała. Kula przeleciała tuż obok mojej głowy i uderzyła w ścianę.
-Ty suko!!-krzyknęła Beata.
Złapała Olę za włosy i mocno pociągnęła w górę tak, że Ola wstała. Popchnęła ją na ścianę. Ola osunęła się na ziemię. Nagle usłyszeliśmy huk. Do mieszkania wpadli antyterroryści. Za nimi Mikołaj i Krzysiek. Policjanci skuli Beatę i tych mężczyzn. Mikołaj podszedł do Oli, a Krzysiek do mnie. Zdjął mi z rąk kajdanki. Spojrzałem na Olę i Mikołaja. Ola spojrzała na mnie. Zapała pomógł mi wstać. Po chwili upadłem. Nie miałem siły utrzymać się na nogach. Ola nadal płakała. Chwilę później było pogotowie. Zabrali mnie i Olę do karetki. Zrobili nam badania. Po kilkunastu minutach poczułem się lepiej. Siedzieliśmy z Olą w karetce. Spojrzałem na nią.
-Jak się czujesz?-zapytałem.
-W porządku... A ty?
Uśmiechnąłem się do niej.
-Ola....
-Jacek.. przepraszam..
-Za co ty mnie przepraszasz? Przecież to nie twoja wina..
-Za wszystko cię przepraszam. Jacek... uratowałeś mi życie.. gdyby nie ty to... pewnie bym... bym się zabiła..
-Olu... jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci sie stało.
-Kocham cię...-szepnęła.
Przysunęła się do mnie. Delikatnie dokonąłem ustami do jej ust. Zaczęliśmy się całować. Po pewnym czasie usłyszeliśmy głos... Wysockiego.
-Ola... nic ci nie jest-powiedział podchodząc do karetki.
Zaniemówił gdy nas zobaczył.
-Wszystko jest okej-uśmiechnęła się i przytuliła do mnie.
Objąłem ją ramieniem. Po chwili zjawił się też Mikołaj. Popatrzył na nas, ale nic nie powiedział. Mężczyźni patrzyli ciągle na nas, a my uśmiechaliśmy się do siebie. Nim minęły dwie minuty, podszedł do nas lekarz pogotowia.
-Zabieramy panią do szpitala-powiedział patrząc na Olę.
-Ale.. po co?-zdziwiła się.-Ja się dobrze czuję.
-Nooo jest pani w ciąży.. musimy sprawdzić czy z dzieckiem jest wszystko w porządku.
-Ale jak to w ciąży...-popatrzyła na lekarza zdziwionym wzrokiem. Potem spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła. Ja uśmiechnąłem się do niej.
Wysocki i Białach popatrzyli na siebie. Komendant chyba doznał szoku.... dziwnie wyglądał. Karetka zabrała Olę do szpitala. Ola chciała żebym z nią pojechał, dlatego lekarz się zgodził. Czekałem pod salą przez jakieś pół godziny. Zjawił się tam również jej ojciec. W końcu wyszedł lekarz i pozwolił, a nawet kazał mi wejść do Oli. Niepewnie wszedłem do sali. Ola leżała na łóżku i płakała. Podszedłem bliżej. Usiadłem obok i mocno ją przytuliłem.
-Oleńko... co się stało?
-Jacek... ja...-płakała coraz bardziej.
-Spokojnie... co jest?
-Dziecko... ono... ono nie żyje...
-Ciii już dobrze.. skarbie... wszystko będzie dobrze...
-Ja.. tak bardzo chciałam mieć dziecko...
-Oleńko... jeszcze wszystko przed tobą. Jeszcze będziesz miała dzieci..-powiedziałem niepwnie. Miałem nadzieję, że lekarz nie stwierdził, że Ola nie będzie mogła mieć już dzieci.
-Jacek... Ale ja chce... chcę mieć dziecko z tobą...
Uśmiechnąłem się lekko.
-Olu... kochanie moje..
Otarłem jej łzy i zacząłem ją namiętnie całować. Po chwili Ola odsunęła się ode mnie. Spojrzała mi w oczy, a potem się uśmiechnęła. Wtuliła się w moją klatkę piersiową, a ja objąłem ją ramieniem.
sobota, 27 lutego 2016
2.13 Gorąca Noc
Czytasz na własną odpowiedzialność za wszelkie uszczerbki zdrowotne nie odpowiadam .
- Przepraszam -czułem się no właśnie trudno to opisać
- Nie masz za co przepraszać - powiedziałam mimo że to był mój partner od patroli przyjaciel ale nigdy nie wiedziałam czy coś więcej a ten pocałunek mi się podobał . Przybliżył się do mnie tak że , czułam jego oddech na szyi . Stworzyła się niezręczna sytuacja ale moje ciało domagało się czegoś innego trochę czułości . Nim zdążyłam coś powiedzieć jego usta znów były na moich .Nie był to ten sam nieśmiały pocałunek . Ten był odważniejszy bardziej namiętny nasycony .Czułam jego dotyk na swojej skórze . Założyłam ręce na jego kark . Zaczęłam powoli mu zdejmować kurtkę z ramion która potem spadła na podłogę . Robiło się coraz bardziej gorąco . Nie dbałam o konsekwencje co będzie póżniej działo się to i teraz . Cofając się na trafiłam na zimną fakturę ściany która była zbawienny zimnem w porównaniu do wysokiej temperatury w mieszkaniu . Ich kroki zmierzały coraz bliżej sypialni pocałunki przeszły na szyję wzdłuż lewego brzegu szyi a potem prawego . Gdy byli już w sypialni tępo się zwiększyło poczuła delikatny dotyk który dotknął podnosząc cienki materiał bluzki i od razu pojawiła się gęsią skórka . A ona nie pozostawała mu dłużna zdejmując mu koszulę która miał dzisiaj na sobie . Miała dłonie na jego karku czasami przyciskając aż palce bladły zostawiając ślady paznokci . Podniosła dłonie a by mu było łatwiej zdjąć koszulkę z jej drobnego ciała .(...)A potem wszystkie emocje kumulowały się zmęczeni zasnęli .
***
Na komendzie
Emilka i Krzysiu skończyli patrol . Kobieta o hebanowych włosach chciała mu w końcu powiedzieć że , nosi jego dziecko
- Emilka posłuchaj - powiedziałem do niej a ona się odwróciła . Słuchając mnie .To co się wydarzyło między nami znaczyło dla mnie coś więcej niż taki jeden niezobowiązujący raz .Od dawna coś czułem ale nie umiałem tego określić . Chciałem że byś była ze mną .
- Krzysiu ...- powiedziała uśmiechnięta . Wiedziała że , teraz już będzie wszystko dobrze - Wiesz bo ja mam ci też coś ważnego do powiedzenia .
- Co ?
- Jestem w ciąży - powiedziałam z niepokojem bo bałam jak co on powie
Zdziwiłam się jego reakcja . Wziął mnie na ręce i obracał w kółku .
- Cieszę się bardzo Tosiek będzie miał rodzeństwo . A ja będę miał ciebie i dwójkę dzieci .
- A który to miesiąc ? zapytałem ponieważ nic nie zauważyłem /
- To dopiero początek 6 tydzień .- powiedziałam cieszyłam że teraz będzie wszystko dobrze .
- Wpadniesz dzisiaj do mnie zrobię ci porządne jedzenie
- Teraz się będziesz mną opiekował tak ?
- To ja mam pomysł zamieszkajmy razem-powiedziałam . Nie mam sensu żeby codziennie przyjeżdżał
- Super pomysł ciekawe co na to Tosiek ale teraz zabieram cię do domu .
I opuścili komendę udając się do domu .
Cdn..
Liczę na komentarze dłuższe .
- Przepraszam -czułem się no właśnie trudno to opisać
- Nie masz za co przepraszać - powiedziałam mimo że to był mój partner od patroli przyjaciel ale nigdy nie wiedziałam czy coś więcej a ten pocałunek mi się podobał . Przybliżył się do mnie tak że , czułam jego oddech na szyi . Stworzyła się niezręczna sytuacja ale moje ciało domagało się czegoś innego trochę czułości . Nim zdążyłam coś powiedzieć jego usta znów były na moich .Nie był to ten sam nieśmiały pocałunek . Ten był odważniejszy bardziej namiętny nasycony .Czułam jego dotyk na swojej skórze . Założyłam ręce na jego kark . Zaczęłam powoli mu zdejmować kurtkę z ramion która potem spadła na podłogę . Robiło się coraz bardziej gorąco . Nie dbałam o konsekwencje co będzie póżniej działo się to i teraz . Cofając się na trafiłam na zimną fakturę ściany która była zbawienny zimnem w porównaniu do wysokiej temperatury w mieszkaniu . Ich kroki zmierzały coraz bliżej sypialni pocałunki przeszły na szyję wzdłuż lewego brzegu szyi a potem prawego . Gdy byli już w sypialni tępo się zwiększyło poczuła delikatny dotyk który dotknął podnosząc cienki materiał bluzki i od razu pojawiła się gęsią skórka . A ona nie pozostawała mu dłużna zdejmując mu koszulę która miał dzisiaj na sobie . Miała dłonie na jego karku czasami przyciskając aż palce bladły zostawiając ślady paznokci . Podniosła dłonie a by mu było łatwiej zdjąć koszulkę z jej drobnego ciała .(...)A potem wszystkie emocje kumulowały się zmęczeni zasnęli .
***
Na komendzie
Emilka i Krzysiu skończyli patrol . Kobieta o hebanowych włosach chciała mu w końcu powiedzieć że , nosi jego dziecko
- Emilka posłuchaj - powiedziałem do niej a ona się odwróciła . Słuchając mnie .To co się wydarzyło między nami znaczyło dla mnie coś więcej niż taki jeden niezobowiązujący raz .Od dawna coś czułem ale nie umiałem tego określić . Chciałem że byś była ze mną .
- Krzysiu ...- powiedziała uśmiechnięta . Wiedziała że , teraz już będzie wszystko dobrze - Wiesz bo ja mam ci też coś ważnego do powiedzenia .
- Co ?
- Jestem w ciąży - powiedziałam z niepokojem bo bałam jak co on powie
Zdziwiłam się jego reakcja . Wziął mnie na ręce i obracał w kółku .
- Cieszę się bardzo Tosiek będzie miał rodzeństwo . A ja będę miał ciebie i dwójkę dzieci .
- A który to miesiąc ? zapytałem ponieważ nic nie zauważyłem /
- To dopiero początek 6 tydzień .- powiedziałam cieszyłam że teraz będzie wszystko dobrze .
- Wpadniesz dzisiaj do mnie zrobię ci porządne jedzenie
- Teraz się będziesz mną opiekował tak ?
- To ja mam pomysł zamieszkajmy razem-powiedziałam . Nie mam sensu żeby codziennie przyjeżdżał
- Super pomysł ciekawe co na to Tosiek ale teraz zabieram cię do domu .
I opuścili komendę udając się do domu .
Cdn..
Liczę na komentarze dłuższe .
piątek, 26 lutego 2016
2.12 Powrót do Wrocławia
- Jacek niedługo mają go wybudzać z śpiączki farmakologicznej - powiedziałam Oli bo widziałam że , na jej twarzy pojawił się uśmiech
- A co będzie z wami przecież macie dziecko - spojrzałam na Olę oczekując odpowiedzi chociaż w ciągu ostatnich kilku godzin zawsze udało jej się zmienić temat żeby nie odpowiadała .
Spojrzała na mnie takim wzrokiem że , chyba wiedziała iż nie odpuszczę martwiłam się o nią
- Nas już nie ma Agatkę sama wychowam dam sobie radę bo jak sobie ty to wyobrażasz nie miał z nich kontaktu od roku a teraz mam do niego iść i powiedzieć mu o dziecku ? Nie chcę mu niszczyć życia na pewno sobie na nowo ułożył - powiedziałam ze smutkiem to co było kiedyś już nie wróci teraz zostały tylko wspomnienia
- A jak tam mała się czuje ? zapytałam wiedząc że , to nie jest komfortowy temat dla brunetki i stara się unikać rozmowy na ten temat . Nie chce rozgrzebywać starych ran które nie chcą się zagoić
- Dobrze spokojna była całą noc przespała- powiedziałam i uśmiechnęłam się na myśl o mojej małej dziewczynce .
- Dobra koniec rozmowy o mnie jak tam u ciebie - spojrzałam się na Emilkę .Ta automatycznie spuściła głowę w podłogę tracąc chęć do rozmowy
- Emilka...- powiedziałam troskliwym głosem nie chciałam żeby ona podzieliła mój los chciałam żeby była szczęśliwa z Krzysiem bo to dobry ojciec świetnie się Tośkiem zajmuje jako Ojciec .
- Jak się czujesz ?
- Dobrze tylko te objawy typowo ciążowe mnie trochę męczą - uśmiechnęłam się jak sobie to przypomniałam
- Poranki w toalecie ? - zaśmiałam się i zauważyłam uśmiech na twarzy Emilki
- Ola wiesz bo ja się chyba pogubiłam sama nie wiem co niego czuje .-wyznała mi
- Porozmawiaj z nim Krzysiek to fajny facet na pewno wszystko się dobrze ułoży.
***
Kolejnego dnia wypisali nas do domu . Wracając do domu zobaczyłam Mikołaja jak szedł na służbę
- Ola ?Cześć tak dawno cię nie widziałem - przytulił mnie i pocałował w policzek .
- Hej - odpowiedziałam
- Twoje? zapytał patrząc się na mnie ze zdziwieniem
- A kim jest tata ?
- Nikt ważny - odpowiedziałam i chciałam uniknąć tego tematu kolejny raz dzisiaj
- To może ja do was wpadnę wieczorem pogadamy bo długo cię nie było
- Ok zgodziłam się bo zawsze jakoś tak lubiłam przebywać spędzałam z nim miło czas zawsze mieliśmy jakieś ciekawe tematy do rozmowy . Doszłam do bloku w którym mieszkałam . Weszłam do mieszka ogarnęłam bo trzeba było zrobić kącik dla małej .
Po posprzątaniu i zrobieniu czegoś do jedzenia zrobił się wieczór .
Dzwonek do mieszkania dzwonił co oznaczała że , Mikołaj już przyszedł
***
- Cześć - powiedziałam podał mi ciastko i prezent dla małej i już kolejny raz dzisiaj mnie przytulił
- Chodż do kuchni -powiedziałam biorąc siatkę z ciastem . Potem je krojąc i kładąc na talerzyki .
- Jak ma mała ?- zapytał Mikołaj
- Agata - powiedziałam kończąc kroić ciasto - Chcesz herbaty ?
- Możesz zrobić
Czas mijał bardzo szybko rozmawialiśmy sobie .Jak za dawnych czasów
- Dobra ja się już zbieram
- To ja cie odprowadzę powiedziałam gdy byliśmy przy drzwiach Mikołaj chciał mnie pocałować w policzek na Do widzenia ale ja obróciłam bo usłyszałam płacz małej i pocałował mnie w usta ...
Cdn..
Liczę na dłuższe komentarze .
sobota, 20 lutego 2016
2.11 Telefon Emilki ,Nie pewność
Cześć witam przychodzę z nową częścią i dedykuję ją Alicji
Odłożyłam kubek na blat stołu .
Wzięłam do ręki telefon na ekranie telefonu pojawiła się informacja że , dzwoni Emilka
Odebrałam .
- Cześć, Emilka -powiedziałam zaskoczona
- Cześć - powiedziała taki smutnym zapłakanym głosem i już wiedziałam że , coś się stało bo Emilka nie była by roztrzęsiona z byle powodu .
- Emilka ale co się stało- powiedziałam zdenerwowana
- M- mogę przyjechać do ciebie - starała się powiedzieć między płaczem co nie było łatwe bo nie mogłam jej zrozumieć .
- Oczywiście że , tak tylko ja nie jestem w Wrocławiu - powiedziałam
- A gdzie ?
- W Warszawie klonowa 52 tylko nie mów nikomu tego adresu . Uspokój się , uważaj na drodze i przyjeżdżaj . - powiedziałam
- Dobra jadę , pa - powiedziała i się rozłączyła .A ja odłożyłam telefon na blat stołu
Nigdy nie słyszałam Emilki w takim stanie .
Zastanawiałam się co się takiego wydarzyło że , Emilka tak zdenerwowana . Zastanawiałam się jej reakcji co powie jak zobaczy mój duży brzuch ostatnio byłam u lekarza i wyznaczył mi termin porodu na za 10 dni będę miała dziewczynkę . Minęło tyle czasu a ja jeszcze myślę o Jacku wracają wspomnienia i nie mogę zapomnieć go .Ale teraz muszę się skupić na maleństwie . Położyłam rękę na brzuchu . W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi . Zeszłam na dół otwierając drzwi to co zobaczyłam bardzo się zdziwiłam nigdy nie widziałam jej w takim stanie .
Spojrzałam na Emilkę miała cały rozmazany makijaż
-Emilka? Wejdź proszę-zaprosiłam ją do środka,po czym poszłam zrobić herbatę.Zastanawiało mnie czy nie zauważyła mojego brzucha czy była aż tak zapłakana...
Po kilku chwilach podsłuchałam jej rozmowę z osobą z komendy.
-Co,ale jak to? Co z nim? Jest ktoś przy nim? Żyje? Jak to właściwie się stało?-mówiła Emilka,co chwila spoglądając w stronę kuchni
Gdy skończyła rozmowę ja wniosłam herbatę,Ona się na mnie spojrzała jakby ducha zobaczyła.
-Ola? Ty jesteś w ciąży? -zapytała mnie zdziwiona
-Tak jestem w ciaży... Ale nie mówimy o mnie. Co się stało?
-Bo wiesz ja...-mówiła Emilka przez łzy - Ja też jestem w ciąży. Ja nie wiem czy go kocham? To się stało tak nagle?
-Ale o kim ty mówisz?
-O Krzyśku. To był jeden raz jak to się stało. Wiesz alkohol,atmosfera-nie chciałam tego po sobie dać poznać ale wiem coś o tym. Tak wyglądał mój pierwszy raz z Jackiem. Właśnie z Jackiem. Zastanawiałam się co z nim? Jak ułorzył sobie życie.
-Emilka Krzysiek to super facet. Jeśli to zrobiliście on musi ponieść konsekwencje tego co zrobił. Ale nie wierze że nic do ciebie nie czuje. To odpowiedzialny facet. Myśli 2 razy zanim coś robi. Będzie dobrze.-przytuliłam Emilkę
-A teraz ty... Kto jest ojcem dziecka?-zapytała mnie o najbardziej skrywaną tajemnice
-Ojcem dziecka jest Jacek. Ale proszę cie nic mu nie mów
-Ja Ja Jacek?-wyraźnie zbladła - Ola muszę ci coś powiedzieć ale się nie denerwuj.-chwyciła mnie za ręke
-Jacek miał wypadek. Nie wiadomo czy to przeżyje. Jechał do Trzebnicy do rodziców i nagle pies mu wyleciał pod koła. Zahamował i wpadł w pudła z żelkami.
-Co ale co ty mówisz? Jacek? On on może umrzeć?-w tej chwili poczułam niewyobrażalny ból. Po chwili odeszły mi wody. Emilka się przeraziła ale szybko zorientowała się co robić. Zdzwoniła na pogotowie które przyjechało 15 minutach. Zabrali mnie szybko na sale porodową. Darłam sie w niebogłosy. Moim marzeniem było aby w tym momęcie życia mój ukochany był przy mnie a tu proszę.
Po 6 godzinach wysiłku rozlękł się płacz mojej córeczki... Postanowiłam że dam jej na imię Agatka. Jackowi zawsze się to imię podobało...
Gdy po kilku godzinach pozwolono Emilce do mnie zajrzeć natychmiast w mojej głowie pojawiło się pytanie co z Jackiem.
-Emilka,wiesz co z Jackiem?-zapytałam
-Tak. Ola Jacek....
Liczę na dłuższe komentarze
piątek, 19 lutego 2016
Informacja
Przypominam że w u mnie trwa konkurs na opowiadanie do końca lutego .
E mail kathyakamila@gmail.com
Jest mi trochę smutno bo miałam nadzieję że , więcej osób weżmie udział
A wzięły udział tylko 2 osoby
Alicja , Blogerka 1978
Mam nadzieje że , weżmie więcej osób udział w moim konkursie serdecznie zapraszam do udziału .
E mail kathyakamila@gmail.com
Jest mi trochę smutno bo miałam nadzieję że , więcej osób weżmie udział
A wzięły udział tylko 2 osoby
Alicja , Blogerka 1978
Mam nadzieje że , weżmie więcej osób udział w moim konkursie serdecznie zapraszam do udziału .
niedziela, 14 lutego 2016
Walentynkowa miniaturka
Cześć przychodzę do was z walentynkową miniaturkę i dziękuje za 17 tysięcy wyświetleń .Piosenka walentykowa zapraszam do posłuchania
Obudziłam się z kuchni dobiegł przyjemny zapach .Wstałam i poszłam do kuchni zobaczyć co daje taki przyjemny zapach .
- Cześć -powiedziałam
- Cześć zepsułaś mi niespodziankę chciałem ci przynieść śniadanie do łóżka - powiedział z niby smutkiem i zrobił takie smutne oczka .
- No już dobrze nie obrażaj się pamiętaj że, dzisiaj Emilka ma urodziny i jedziemy jak byś zapomniał- przypomniałam mu o naszych planach sądząc bo jego minie chyba zapomniał
- Która godzina - zapytałam jedząc kanapkę
- Jest 10 - powiedział - Cholera jasna przecież niedługo musimy wyjeżdżać powiedziałam wstając i energicznym ruchem przy okazji wywracając krzesło z głośnym hukiem .
- Wyspałaś się - zapytałem Oli z ciekawością
-Jak się tak całą noc byś nie rozpychał i dał mi spać to bym tak długo nie spała-starała się, żeby jej skarga brzmiała poważnie, a to nie było łatwe widząc jego naburmuszą twarz.
Oj uważaj sobie, bo to stwierdzenie jak nie odwołasz może nieść za sobą poważne konsekwencje-też starał się przybrać poważny ton głosu
- Chyba śnisz, że, ja to odwołam.
-A więc nie-spytał się brunetki.
-Nie-odpowiedziała stanowczo trzymając się swojego zdania
-To ja ci zaraz dam-pogroził jej zaczął ją łaskotać to była jego słodka zemsta wiedział, że Ola jest bardzo wrażliwa na łaskotki
-Odwołasz ?- kontynuował zemstę łaskocząc ją między żebrami
-Nie-powiedziała w przerwach starając się złapać oddech.
-Przestań-podniosła ton głosu.
-A odwołasz ? - nie dawał za wygraną.
-No dobra - powiedziała, żeby ją tylko zostawił w końcu w spokoju.
-Tylko nie myśl sobie, że, zawsze będziesz wygrywał Lubiła czasem się z nim podroczyć, wtedy gdy chciał być poważny albo denerwował się wtedy był strasznie zabawny.
-O tego to już za wiele ! -powiedział obrażony
Ich zawziętą wymianę zdań przerwał telefon brunetki, który uporczywie dzwonił.
Spojrzała na ekran swojego białego urządzenia."Emilka"
- Słucham cię Emilko -powiedziała wesołym tonem, chociaż dobrze wiedziała, że, zaraz się jej oberwie.
-Ja mam do ciebie takie pytanie, kiedy zamierzasz łaskawie przyjść bo wiesz dziś wyjeżdzamy .
A on patrzał jak szczupła brunetka biega po całym mieszkaniu szukając wszystkich rzeczy potrzebnych do wyjścia nagle w łazience rozlega się hałas i krzyk Oli
-Cholera jasna ! - krzyczy idę w kierunku łazienki a w powietrzy dać się słodką woń perfum .
-Co się stało-powiedział wystraszony dochodząc do łazienki , ale zobaczył co było przyczyna krzyku. Ola stłukła perfumy i rozcięła sobie rękę. Oj ta moja sierotka drugiej chyba takiej kobiety jak ona nie ma.
-Daj sierotko pokaż co sobie zrobiłaś-powiedział trochę rozbawiony ta cała sytuacją.
-Sierotko ? Zapytała
-No pasuje do ciebie wiesz ty chyba nie możesz nic przy sobie szklanego a ni ostrego, bo od razu się kaleczysz ja nie wiem, czy jest druga taka ciamajda jak ty.-stwierdza i patrzy na jej kwaśną minę, którą zrobiła.
-Dobra idę po bandaż i plaster a ty tu niczego nie dotykaj ! - ostrzegł ją.
Lubiła jak o nią tak troszczył wiedziała, jak bardzo ją kocha, chociaż ona się nie odważyła powiedzieć mu jeszcze tych dwóch słów. Spojrzała jak wracał miał w dłoni plaster, wodę utleniona i bandaż.
Postawił to wszystko na umywalce.
-Daj rękę wziął i polał delikatnie skaleczenie.
-Ała to szczypie -powiedziała z przykrym stwierdzeniem zabierając rękę.
-Oj Ola zachowujesz się jak dziecko co ja z tobą mam. Daj i pocałował czule miejsce obok skaleczenia.
-A teraz jeszcze cię boli ? Była zdumiona jego gestem i czułością, z jaką obchodził się z nią. Chciała być już zawsze szczęśliwa z nim.
-Nie już nie boli-przykleił plaster i owinął skaleczenie bandarzem.
-Gotowe -stwierdził oceniając swoją robotę .
-Dziękuję - pocałowała go delikatnie .
-Idę się szykować powiedziała już jak wychodziła z łazienki .
15 minut póżniej byli już u Emilki
-Ja was chyba uduszę -powiedziała zdenerwowana
-Przykro nam Emilko chcieliśmy się pospieszyć ale moja sierotka sobie skaleczyła rękę i musiałem się nią zaopiekować -wytłumaczył Emilce
-Sierotka Ola pasuje do ciebie , a o co tym razem - powiedziała śmiejąc się z Oli . Która w tej chwili posłała Jackowi wzrok świadczący tyle co słowa " masz przechlapane " .
-Perfumy stłukła w łazience - wytłumaczył brunet .
-Wiesz ty w pobliżu siebie nie powinnaś mieć nic o co mogła byś się skaleczyć a o noże to z domu trzeba wynieść - żartowała sobie z przyjaciółki .
-Dobra Emilka ale już się nie śmiej z niej bo ty tylko w pracy z nią jesteś a ja w domu potem będę miał przechlapane . poinformował przyjaciółkę .
-Widzisz nie było tak żle -powiedział do brunetki . Taka tylko spojrzała na niego karcącym wzrokiem
Następnego dnia byli już na miejscu i dobrze się bawili kolejne drinki wlewały się do krwi .
Nagle wpadli na genialny pomysł A może byśmy tak zagrali w butelkę ? wpadli na te pomysł poszli do hotelu gdzie byli zameldowani .
Mijały godziny a oni się świetnie bawili
Ola zakręciła butelką i wylosowała Jacka .
- Pytanie czy zadanie - zapytała jacka kombinując tu jakieś zadanie .
- Zadanie - powiedział alkohol płynął w jego żyłach przez co był odważniejszy
- Weżmiesz moją bluzkę i przejdziesz po korytarzu - powiedziała uśmiechając się
Jacek był pijany więc nie protestował tylko ubrał się i wyszedł przeszedł jedną rundę gdy zobaczył że, jakaś pani wychodzi z małym chłopcem za rękę .Spojrzał szybko się rozglądnął ale nie miał zbytnio opcji gdzie się schować .Wtedy chłopiec zobaczył Jacka
- Mamo zobacz to pedał - powiedział chłopiec wskazując na bruneta
- Nie pedał tylko zboczeniec albo transseksualista tak jest dobrze - poinformowała kobieta chłopca wchodząc do windy spojrzała z niedowierzaniem na jacka
- Zabiję was kiedyś zobaczycie - powiedział nie zadowolny
Bawili się super gdy Emilka wylosowała Ole
- Pocałuj mikołaja powiedziała Emilka
Wszyscy się świetnie bawili aż każdy rozszedł się do swojego pokoju
Byliśmy już w swoim pokoju co prawda trochę już wytrzeżwieliśmy
Podniosłam się do pozycji siedzącej. Przybliżyłam się do jego ust, zamknęłam oczy i lekko go pocałowałam. Nie chciałam zakłócać tej ciszy, . Muskałam delikatnie jego wargi. Poczułam na udzie ciepło jego dłoni. Przesuwał ją coraz wyżej. Zagryzłam jego dolną wargę, kiedy dotarł do wewnętrznej strony nogi. Odsunęłam się od niego na minimalną odległość żeby móc coś powiedzieć. Nie otwierając oczu szepnęłam:
- Jacek -bardziej się podniosłam uciekając od pocałunku.- Nie możemy nie jesteśmy u siebie.- położyłam swoją dłoń na jego i zdjęłam ją z mojej nogi. Nie odsunęłam się od niego za bardzo. Jednak kiedy chciał mnie pocałować podnosiłam lekko głowę żeby nie dotknął moich ust. -Poza tym był pan chyba zmęczony.-dalej mówiłam szeptem żeby go jeszcze bardziej sprowokować. Poczułam jak splata nasze palce. Przysunął usta do mojego ucha podrażniając mój policzek swoim zarostem. Na mojej skórze momentalnie pojawiła się gęsia skórka. Zauważył to. Wyczulam, że się uśmiecha.
- Przecież nie możemy to pokój hotelowy - schodził z pocałunkami w dół szyi .Namiętność i pożądanie wzięły górę nad innymi emocjami. Sama chciałam zaczerpnąć z nich jak najwięcej. Stałam na palcach żeby mieć go jeszcze więcej. Poczułam na plecach chód ściany, która w tym momencie był czymś zbawiennym ze względu na naszą lekko podwyższona temperaturę. Jego dłoń zaczęła wędrówkę po moim ciele. Od twarzy, przez szyję, obojczyk, pierś, brzuch, kończąc na udzie. Westchnęłam gdy obie dłonie znalazły się na brzuchu i kiedy podniósł moje ciało do góry. Mocniej oplotłam jego szyję. Odchyliłam głowę kiedy złapał moje nogi. Splotłam je wokół bioder. Jego usta były jednocześnie zachłannie i delikatne. Czułam je dosłownie wszędzie. Na twarzy, szyi, dekolcie. Zagryzałam swoje usta byleby nie wydać z siebie dźwięku,Było to cholernie trudne. Odsunęliśmy się od ściany i ruszyliśmy w stronę salonu. W tym czasie nasze usta znowu się spotkały. Oddech stawał się coraz bardziej płytki i nierównomierny. -W twoim starym mieszkaniu bardzo lubiliśmy to miejsce...-posadził mnie na blacie stołu. Roześmiałam się lekko na te wspomnienia. Powoli odchylałam się do tyłu ciągnąc ze sobą Jacka i zajmując jego koszulkę.
-Sytuacja tego wymagała...-mówiłam pomiędzy pocałunkami.-...nienawidziłeś mojej kanapy Jacek coraz wyżej podnosił moją bluzkę. Wyciągnęłam ręce żeby mu ułatwić zdjęcie ją. Usłyszałam jak cicho podśmiewuje się. Drażnił moje ciało delikatnym dotykiem. Moje nogi coraz mocniej zaciskały się na jego biodrach. Całował mnie po brzuchu jednocześnie rozchylając moje nogi z żelaznego uścisku. Dłonie położyłam na jego ramionach, kiedy poczułam jego zarost na mojej nodze ścisnęłam palce. Westchnęłam głęboko. Usłyszałam jego cichy pomruk. Nie chciałam przerywać tej gry namiętności. Przez jego każdy ruch czułam dreszcze. Przy całowaniu lekko przegryzał moją skórę. Oczywiście nie zapominał o dotyku. Czułam, że moje ciało oblewa fala rozkoszy. Oddychałam coraz szybciej. Podniósł się na wysokość mojej twarzy.
-Jacek -wyszeptałam do jego ucha będąc już na granicy wytrzymałości. Usłyszałam jedynie jego cichy pomruk zadowolenia. Dłońmi przesunął po całej mojej sylwetce zatrzymując się na biodrach. W tym czasie delikatnie jak piórko całowałam jego szyję. Krótki wydech w jego ucho... I nagle rozbrzmiał telefon Głęboko westchnęłam i podniosłam głowę w górę. Jacek oparł czoło na moim ramieniu. Starał się uspokoić. Powoli odzyskiwaliśmy oddech.
- Zobaczyłam na telefon dzwonił tata ale ma wyczucie nie ma co .- powiedziałam i uśmiechnęłam się . Zmęczeni zasneliśmy na stole
Nastepnego dnia obudziłam się wszystko mnie bolało - wstawaj trzeba się zbierać powiedział po śniadaniu wyruszyliśmy do domu ,
Koniec .
Przypominam o konkursie bierze ktoś udział w moim konkursie?
Na razie mam tylko blogerki 1978 i Alicji
Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie.
Liczę na dłuższe komentarze jak wam się podobało
sobota, 13 lutego 2016
2.10
Minęło 5 miesięcy odkąd dowiedziałam o tym że, będę miała dziecko mieszkam u cioci . Z każdym dniem się czuje coraz lepiej ale ja nie chcę na razie wracać do Wrocławia . Po prostu nie mam ochoty tam wracać spotykać się z Jackiem tyle czasu go nie widziałam i nadal mam wątpliwości czy dobrze zrobiłam nie mówiąc mu o ciąży . Może tak przynajmniej nie czuje się zobowiązany ułoży sobie życie i będzie szczęśliwy a ja sama wychowam nasze dziecko .Tak będzie lepiej dla wszystkich już teraz jest za póżno na zmianę decyzji . Minęło prawie pół roku i co ja bym miała teraz wrócić i włazić mu w życie z buciorami jak przez 6 miesięcy mnie nie było ? Nie chcę nikomu rujnować życie i komplikować wystarczy że , ja mam skomplikowane i porąbane życie .
***
Denerwujący dżwięk budzika dawał o sobie znać że, pora wstawać . Spojrzała na budzik wskazywał ósmą rano . Jednym ruchem ręki wyłączyła drażniące urządzenie .
Zacisnęła mocniej dłonie na śnieżnobiałej pościeli. Czuła ból, który sama nie wiedziała, czy rozrywał jej skronie, czy może klatkę piersiową. Miała wrażenie, że w jej ciele toczy się nieustająca walka pomiędzy rozsądkiem, a tym czymś malutkim, tkwiącym w jej klatce piersiowej. Czymś, co miało nigdy nie przysłonić jej rozsądku. Czymś, co miało zaniknąć dawno temu. Bo to nie świat baśni, gdzie gdzieś tam za siedmioma górami i rzekami czeka książę gotowy poświęcić życie za swoją ukochaną i ofiarować jej coś najcenniejszego, coś o co wszyscy zabiegają: samego siebie. To przecież świat, który depcze uczucia, bo nie ma na nie czasu. To rzeczywistość, w której one tak naprawdę nie istnieją. Tak jak nie istnieją te góry, rzeki i ten książę… Jednak On, im dłużej się znali, im więcej czasu ze sobą spędzali, zachowywał się tak… Tak jak bohater tych opowieści. Był na każde jej skinienie. Nie tylko jako współpracownik, ale przede wszystkim jako przyjaciel. Wspierał, gdy tego potrzebowała. Pomagał, czy tego chciała, czy też nie. Był. Po prostu. Zawsze, miała świadomość jego obecności tuż obok, czuła się pewniej. Przy nim czuła się… lepiej. Wyjątkowo. Czyżby to było kluczem do jej serca? Czyżby w końcu zaczęło jej na kimś zależeć? Stop! Otworzyła oczy. Przecież nie jest nastolatką, która zadurzyła się w koledze z klasy, bo uratował jej tyłek przed nauczycielem. , Raz nie chciała go w ogóle widzieć, dla jego własnego bezpieczeństwa, a raz pragnęła by zapukał do jej drzwi i po prostu kontemplował ciszę panującą między nimi. Pragnęła by był przy niej. By był i przenikał spojrzeniem w najgłębsze zakamarki jej duszy. Jak tamtego wieczoru. Mimo że był to czas pełen sprzecznych zachowań. Czas nagłego uniesienia i równie nagłego wybuchu. Nigdy nie sądziła, że czyjeś słowa mogą tak głęboko na nią wpłynąć. Pomyśleć. O sobie, o życiu, o innych. . Ale teraz jest już za póżno zostały tylko wspomnienia .
****
- Ola schodż na herbatę i śniadanie - dobiegały z kuchni donośny głos cioci
- Cześć , ciociu - powiedziałam biorąc talerz w kubek do ręki z zamiarem zjedzenia śniadania w pokoju ,
- Nie , zjesz tutaj ?
- Nie , wolę dzisiaj u siebie - poszłam do pokoju z śniadaniem . Kładąc kubek na blacie stołu i talerz popatrzyłam się w okno i wróciły wspomnienia.
Jego dłoń przesunęła się delikatnie w stronę jej biodra. Poczuła nieśmiały ruch opuszków palców na swoim ciele. To był impuls. Poruszyła się i nie zastanawiając się ani sekundy nad konsekwencjami, trafiła wprost na jego usta. On natychmiast zrobił to samo. Najpierw delikatnie, jakby próbując siebie wybadać, połączyli swoje nasączone odwagą wargi. Jej lewa dłoń pewnie objęła jego kark, natomiast prawa spoczęła w miejscu, gdzie czuła szaleńcze bicie jego serca. Przysunęła się jeszcze bliżej. Miała wrażenie że czuje go wszystkimi zmysłami. Drugie muśnięcie, trzecie… I ostatnie. Dłoń zjeżdżająca z jego karku i jej wciąż zamknięte oczy…
Z ustami o centymetr od jej warg zatrzymał się. Czekał. Widział jej przymknięte oczy, widział jak bierze głęboki oddech, dzięki któremu powietrze znów napełniło jej płuca.
Z wspomnień wyrwał ją dzwoniący telefon .....
Cdn..
liczę na dłuższe komentarz
***
Denerwujący dżwięk budzika dawał o sobie znać że, pora wstawać . Spojrzała na budzik wskazywał ósmą rano . Jednym ruchem ręki wyłączyła drażniące urządzenie .
Zacisnęła mocniej dłonie na śnieżnobiałej pościeli. Czuła ból, który sama nie wiedziała, czy rozrywał jej skronie, czy może klatkę piersiową. Miała wrażenie, że w jej ciele toczy się nieustająca walka pomiędzy rozsądkiem, a tym czymś malutkim, tkwiącym w jej klatce piersiowej. Czymś, co miało nigdy nie przysłonić jej rozsądku. Czymś, co miało zaniknąć dawno temu. Bo to nie świat baśni, gdzie gdzieś tam za siedmioma górami i rzekami czeka książę gotowy poświęcić życie za swoją ukochaną i ofiarować jej coś najcenniejszego, coś o co wszyscy zabiegają: samego siebie. To przecież świat, który depcze uczucia, bo nie ma na nie czasu. To rzeczywistość, w której one tak naprawdę nie istnieją. Tak jak nie istnieją te góry, rzeki i ten książę… Jednak On, im dłużej się znali, im więcej czasu ze sobą spędzali, zachowywał się tak… Tak jak bohater tych opowieści. Był na każde jej skinienie. Nie tylko jako współpracownik, ale przede wszystkim jako przyjaciel. Wspierał, gdy tego potrzebowała. Pomagał, czy tego chciała, czy też nie. Był. Po prostu. Zawsze, miała świadomość jego obecności tuż obok, czuła się pewniej. Przy nim czuła się… lepiej. Wyjątkowo. Czyżby to było kluczem do jej serca? Czyżby w końcu zaczęło jej na kimś zależeć? Stop! Otworzyła oczy. Przecież nie jest nastolatką, która zadurzyła się w koledze z klasy, bo uratował jej tyłek przed nauczycielem. , Raz nie chciała go w ogóle widzieć, dla jego własnego bezpieczeństwa, a raz pragnęła by zapukał do jej drzwi i po prostu kontemplował ciszę panującą między nimi. Pragnęła by był przy niej. By był i przenikał spojrzeniem w najgłębsze zakamarki jej duszy. Jak tamtego wieczoru. Mimo że był to czas pełen sprzecznych zachowań. Czas nagłego uniesienia i równie nagłego wybuchu. Nigdy nie sądziła, że czyjeś słowa mogą tak głęboko na nią wpłynąć. Pomyśleć. O sobie, o życiu, o innych. . Ale teraz jest już za póżno zostały tylko wspomnienia .
****
- Ola schodż na herbatę i śniadanie - dobiegały z kuchni donośny głos cioci
- Cześć , ciociu - powiedziałam biorąc talerz w kubek do ręki z zamiarem zjedzenia śniadania w pokoju ,
- Nie , zjesz tutaj ?
- Nie , wolę dzisiaj u siebie - poszłam do pokoju z śniadaniem . Kładąc kubek na blacie stołu i talerz popatrzyłam się w okno i wróciły wspomnienia.
Jego dłoń przesunęła się delikatnie w stronę jej biodra. Poczuła nieśmiały ruch opuszków palców na swoim ciele. To był impuls. Poruszyła się i nie zastanawiając się ani sekundy nad konsekwencjami, trafiła wprost na jego usta. On natychmiast zrobił to samo. Najpierw delikatnie, jakby próbując siebie wybadać, połączyli swoje nasączone odwagą wargi. Jej lewa dłoń pewnie objęła jego kark, natomiast prawa spoczęła w miejscu, gdzie czuła szaleńcze bicie jego serca. Przysunęła się jeszcze bliżej. Miała wrażenie że czuje go wszystkimi zmysłami. Drugie muśnięcie, trzecie… I ostatnie. Dłoń zjeżdżająca z jego karku i jej wciąż zamknięte oczy…
Z ustami o centymetr od jej warg zatrzymał się. Czekał. Widział jej przymknięte oczy, widział jak bierze głęboki oddech, dzięki któremu powietrze znów napełniło jej płuca.
Z wspomnień wyrwał ją dzwoniący telefon .....
Cdn..
liczę na dłuższe komentarz
Subskrybuj:
Posty (Atom)